28-05-2007 Święty
 

Opowieść Niesamowita

Chciałem was zaprosić do udziału w zabawnym projekcie. Chodzi o wspólne napisanie opowiadania (kto wie może wyjdzie powieść). Ja zaczynam. Napisałem krótki fragment, proszę was o kontynuację. Każdy z nas będzie coś dodawał i w końcu wyjdzie. Nie wiadomo w którą stronę pójdzie oraz jak i czy w ogóle się skończy. Sugeruję abyście zamieszczali w miarę obszerne i w miarę zamknięte fragmenty tekstu, coś w rodzaju kolejnych rozdziałów czy podrozdziałów. Chodzi o to żeby nie dodawać po jednym zdaniu. Pamiętajcie, że to tylko sugestia i jeśli wam nie pasi, to ją olejcie. W każdym razie posty nie będące treścią opowiadania będę usuwał lub przenosił. Dobra nie będę już gadał bzdur, już zaczynamy, już nie czekamy, start, start, start !!!

Sekretarka planu >>

Święty  

46.   25.9.2007   23:31:13 sechmet
Tego dnia Jolka poczuła, że nadszedł czas. Ten czas, nie jakiś tam, tylko dokładnie właściwie ten-taki-a-nie-inny. Robotę kończyła wcześniej, słońce zachęcało do rumienienia sutków a kamienie do niej śpiewały...

Już w dzieciństwie rozumiała, że nie wszystko jest dla niej takie samo, jak dla koleżanek. Głosy rozmawiały z nią, gdy słuchała potajemnie płyt ze Świątyni, prowadziły ją gdy nie miała pewności co zrobić i zawsze miała w Nich oparcie. Oczywiście, musiała zachowywać pozory normalności, i robiła to z morderczą precyzją. Kozaczki, koleżanki do taniego wina, chłopcy o niewybrednym guście. I te dni, gdy wiedziała, że Coś się wydarzy.

Za pierwszym razem nieco spanikowała, gdy obudziła się nocą w lesie na wielkim pokręconym kamieniu pod gwieździstym niebem. Ostatnie co pamiętała wtedy, to korony drzew i dźwięki, które przyprawiały ją o dreszcze rozkoszy, tak piękne i ekstatyczne że zapomniała się w sobie. I jakieś przebłyski świadomości w tańcu, którego przecież nie znała, modlitwa której znaczenie czuła przez skórę do szpiku kości złożona ze słów w języku całkiem jej obcym, chłód nocy ciepło serca tętno przypominające bit.. Teraz już wiedziała czego może się spodziewać, strach dalej istniał - ale był zasadniczo oswojony. Z czasem zrozumiała, że to co robi to rytuał którego nauczyła jej Babcia, zwana przez starsze kobiety "Babką", rytuał którego korzenie sięgają głęboko w przeszłość, dotykając początków istnienia.

Zamknęła sklep i odniosła klucze. Czuła jak jej ciało wibruje i staje się takie słoneczne, gorące. Droga prowadziła ją przez las i nagle zauważyła że nie poznaje drzew i ścieżki.

Słońce zmieniło kolor ze złocistego na czarny i zanurzyła się w tej otchłani, oddając się Nieznanemu. Pamiętała jeszcze czarne promienie słońca przenikające przez ciało, lekkie powiewy wiatru muskające jaj nagie ciało i zapach kwiatów, chłód kamienia i niejasne uczucie obecności Kogoś. I chwilę potem objęły ją silne ramiona, anielski zapach i pocałunki, niejasne przeczucie radości i chwila strachu większego niż kiedykolwiek, oddech i potem cisza.

Obudziła ją cisza zapadającego zmierzchu i spojrzenie błękitnych anielskich oczu, przenikliwych i tak pięknych, że natychmiast uśmiechnęła się zapominając zatrzepotać rzęsami.
47.   18.10.2007   22:48:37 Święty
Paweł niewiele pamiętał z tego, co się później działo. Wiedział że przyjechała policja. Dwie duże suki i jeden radiowóz. Jak do jakiegoś bandyty. Rzucili go na podłogę, chociaż się nie stawiał. Pamiętał też, że na komisariacie zadawali mu po pięć razy te same pytania. Albo debile, albo sadyści, myślał. Opowiedział krok po kroku, jak do tego doszło. Żaden z funkcjonariuszy nie mógł jednak wydobyć z niego motywów jego postępowania.

Teraz siedział sam w areszcie, w osobnej celi. Na komisariacie były aż trzy cele. W pierwszej celi jakichś trzech szczypiorów na oko po osiemnaście lat. Wyglądali na nieźle wystraszonych, choć żaden nie chciał pokazać przed drugim, że się boi. Mieli pecha, opalali za winklem lufę i akurat przechodził tamtędy dzielnicowy. W bohaterskiej akcji aresztował więc trzech młodocianych narkomanów. W drugiej, środkowej celi chrapał jakiś pijak. W ostatniej umieszczono Pawła.

Paweł nie spał, rozmyślał. Tak naprawdę czekał. Wykonał zadanie i teraz czekał na obiecaną nagrodę. Wiedział że już niedługo spotka się z Anią. Teraz już mu było wszystko jedno. Mogliby go nawet pałować. Nic z tego. Co prawda, jadąc na komendę dostał parę kuksańców, ale to naprawdę nic w porównaniu z tym, co zrobił.

Powoli do niego docierało, co tak naprawdę zrobił. Pierwszy szok już minął i teraz zaczął bardziej trzeźwo to wszystko oceniać. Z lekkim przerażeniem odkrył, że w zasadzie to zdarzenie niezbyt obciążyło jego sumienie. Z drugiej strony to było coś w rodzaju zemsty, a poza tym gość na pewno był niezłym śmieciem. No bo kto robi takie wstrętne rzeczy?

Pijak, który przez cały czas chrapał, coś nagle odchrząknął, puścił pawia i na koniec zwalił się z pryczy trafiając opuchniętą mordą prosto w swoje rzygi. Paweł zaśmiał się pod nosem. Żul coś zaczął bełkotać i nawet dało się rozróżnić niektóre słowa. Mówił coraz wyraźniej.

To przez tego Kaczyńskiego chuja wielokrotnie złamanego i przez brata jego, musiało w końcu dojść do tego. Jebana IV RP, toż to nawet za komuny człowieka tak nie prześladowali. Ja pierdole. Zomoooooo... !!! Spróbował wstać i podejść do kraty. Niestety poślizgnął się na rzygach i znowu wyrżnął w glebę. Ja pierdolę, wysapał.

Podczołgał się do kraty, w stronę celi Pawła.

- I jak? Zapytał zupełnie zmienionym głosem.
- Spieprzaj, dziadu.
- Oo nieładnie, nie poznaje się starego znajomego?
- Sławek?
- Eeee, jaki tam Sławek?! Masz może jakieś żelki, bo mnie po tym pawiu drapie w gardle.
- No nie, tylko nie ty. W sumie to czas najwyższy. Melduję wykonanie zadania. Teraz czekam na nagrodę.
- Jak widzisz, jestem i nie wykręcam się od tego. Tylko widzisz, sprawa jest nieco bardziej subtelna niż by się mogło wydawać.
- Co!? Jak to?! Znowu jakieś machloje?! Chyba zaraz pogadamy inaczej.
- Spokojnie, ani ty ani ja nic na to nie poradzimy. Nagrodę dostaniesz, oczywiście, że dostaniesz. Tyle że to jeszcze trochę potrwa.
- Mów o co chodzi, ale już i tym razem bez ściemniania.
- Pamiętasz, miałeś zabić człowieka?
- Pamiętam.
- Pomogłem ci i wskazałem takiego typka, którego i tak chętnie byś zatłukł.
- No tak. Wystawiłeś mi go.
- Po tym wszystkim masz umrzeć i będziesz z Anią. Nawet miejsce sobie wybierzecie.
- Dokładnie tak.
- I tylko jest jeden mały haczyk. Chodzi o to umieranie.
- Grrrr.
- Jak sam pamiętasz samobójstwo nie wchodzi w grę.
- Pamiętam, więc o co chodzi.
- Nie udawaj głupka, przecież wiesz. Teraz ktoś musi zabić ciebie.
- No nie to już przegięcie. Dlaczego nie mogę po prostu umrzeć?
- Przykro mi, tak się ten świat kręci. Nic na to nie poradzę.
- Ale jak?
- Masz jeszcze trochę czasu. Żegnam.
- Czekaj...

Pijak osunął się i znów zachrapał.
48.   14.1.2008   23:47:23 Szczepan Zamokły - Satanowski
Dom Zenka był urządzony jak 90 proc. polskich domów. Zwłaszcza duży pokój. Tzw. regał pod caluśką ścianą a na wysuniętej jakieś 35 cm półce znajdującej się na 1/3 wysokości stał telewizor Thompsona. Obok wieża Daewoo i średniej klasy kolumny w kątach. Na tej ustawionej przy oknie znajdowała się niezbyt okazała paprotka, a na tej po stronie drzwi do pokoju leżała plastikowa serwetka, na niej stało takie naczynko, które jak poruszyć robiło się pełne bąbelków. Vis a vis telewizora stała bordowa kanapa, po bokach tak samo obite fotele. Na kanapie leżał ni to koc ni to narzuta w kolorze wypłowiałej cegły i kilka poduszek – każda inna. Naprzeciwko kanapy stała typowa polska ława, za wysoka by się o nią potknąć, ale za niska by zjeść posiłek w warunkach typowych dla innych części kontynentu. Wszelkie nasiadówki u Zenka odbywały się przy tej ławie, którą można było nieznacznie rozłożyć i podnieść do góry za pomocą specjalnego pokrętła podobnego do tych, którymi otwiera się okna w piętrowych pociągach osobowych. Lądowały wtedy nań korniszonki, paluszki, krakersy, oranżada albo pepsi. No i wóda. Od kiedy Kaśka „była” już oficjalnie z Zenkiem czuła się przeważnie zobowiązana do przygotowania sałatki warzywnej i ugotowania parówek albo rybnych paluszków. Tak samo było wczoraj, w piątek, gdy ze względu na remont dyskoteki Zenek zorganizował popijawę u siebie. Było parę osób, wszyscy zasiedzieli się dość długo, najdłużej Witek. Był też ks. Kacper, który pobył może z czterdzieści pięć minut i zaraz wyszedł, walnął tylko pół piwka, sprawnie rozlanego przez Witka gdy znaleźli się na chwilę sam na sam w kuchni.

Sobotnie przedpołudnie Zenek spędzał ni to leżąc ni to siedząc na kanapie i gapiąc się w telewizor. Przeskakiwał z kanału na kanał jakby to miało jakoś uleczyć ogromnego kaca. Spił się wczoraj jak uralska świnia i nie mógł uwierzyć Kaśce w te opowieści, że chciał ją przelecieć jak goście poszli, ale niestety bez większego powodzenia. Sprał ją więc po mordzie parę razy, i walnął się spać na kanapę. Rano nie był w stanie uwierzyć w gadanie swej dziewczyny i pod pretekstem prysznicu wypróbował w łazience własnoręcznie swój niezawodny jak dotąd mechanizm. Niestety. Bez skutku. Był tym o wiele bardziej przerażony niż tym, że Kaśka wyglądała strasznie z posiniaczoną twarzą. I w takim to wściekłym nastroju leżał na kanapie skacząc po stacjach telewizyjnych jakby, na którymś kanale spodziewał znaleźć pocieszenie w dramatycznej sytuacji.
49.   15.1.2008   0:4:56 Szczepan Zamokły - Satanowski
Kaśka uwinęła się w niecałą godzinkę z posprzątaniem po imprezie. Cały czas analizowała zachowanie swojego faceta. Czuła się winna. Przeczytała kiedyś w takiej książeczce z poradami, które pożyczyła jej postępowa katechetka w zawodówce, że „w tych sprawach” przyczyna leży przeważnie po stronie dziewczyny, że kobieta powinna być uległa i robić wszystko by móc zaspokoić swojego mężczyznę. A ona rzeczywiście niezbyt się wczoraj czuła i nie miała ochoty. Co prawda nie powiedziała tego, ale Zenek na pewno to wyczuł i to dlatego… Fakt, już od dłuższego czasu nie miała orgazmu albo bardzo niewielki i stąd to jej zniechęcenie do seksu. Problem na pewno jest po jej stronie. Była przerażona i postanowiła dać Zenkowi tyle czułości ile tylko zdoła. Zrobiła kawę, zaniosła do pokoju, postawiła bez słowa na ławie i usiadła obok. Przytuliwszy się do niego, zaczęła gładzić go po policzku i pod podkoszulką:
- Zenuś… - zamruczała przymilnie.
- Co znowu? – zawarczał nie patrząc na nią i dalej skacząc po kanałach. Zatrzymał na chwilę na Vivie, gdzie właśnie leciał teledysk pod tytułem „Teenagers” My Chemical Romance. Popatrzył kilkanaście sekund w ekran i dopiero spojrzał na Kaśkę.
- Zenuś, chciałam przeprosić, za wczoraj, nie gniewaj się. – powiedziała słodko i delikatnie.
Zenek zrobił twarz Leppera, który dowiaduje się że wyleciał z rządu. Kompletnie nie wiedział co się dzieję. Był w szoku i nie poczuł wcale, że dłoń Kaśki była już na brzuchu i mimo tego, że zatrzymała się na trochę to konsekwentnie podążała na dół. Czuł, że ma głupią minę i znów odwrócił się do telewizora. Teledysk się kończył. Pod koniec pojawiły się trzaski i na ekranie Zenek dostrzegł znajomą postać plejadana:
- I co chłopie nie popisałeś się wczoraj przed swoją dupcią? Superpała nie zadziałała? He he! I co powiesz teraz? Zaczniesz nas traktować jak należy, czy chcesz dostać raka jąder?
-Eee… Co? To wasza sprawka? Ło żesz ja! Nie no, kurwa, tylko nie to. Dobra. To cuś się na pewno jakoś leczy. Przecia, widziałżem na MTV, że sportowcy i aktory tyż to mają i jakoś z tego wychodzom…
- Nie pierdol mi tu o Hollywoodzie. Nie leży w naszym oddziale. A teraz popatrz, chuju? Widzisz ten krążek – nieznajomy z zaświatów potrząsał płytką DVD trzymaną w ręce. – Wiesz pewnie co tam jest…
- Skund mam, kurwa, wiedzieć co to za pornosa tam trzymasz.
- Pornosa, mówisz? Jeśli nawet tak na to spojrzeć to dość żałosnego. I to z twoim, gnoju, udziałem. Mamy tu wczorajsze twoje niepowodzenie. Chociaż pobicie własnej dziewczyny poszło ci łatwiutko. A teraz, mój ty jebako, posłuchaj: Jeszcze dziś podmienisz lekarstwa, które po wypadku zażywa wasz księżulo Kacperek na te, które znajdziesz w swojej szafce w kiblu. I zrobisz to damski bokserze, jeszcze przed 18-tą.
- A jak ni? – zapytał Zenek nie wiedząc już co ma począć.
- O 18:30 w regionalnej TVP Szczecin leci „Kronika”, ale dziś nie poleci. I wszyscy zobaczą naszego Rocco z Berdyszewa w akcji. Nie masz chyba złudzeń, że już z żadną dupą w promieniu 150 km nie zaliczysz żadnego numerka. Pomijam co ci może zrobić brat Kaśki..
- Cuś krencisz, koleś – Zenek odzyskał pewność siebie, a nawet tryumf w głosie – Un wziął zniknął siedem lat temu. Wyjechał na winobranie do Francji i słuch ło nim zaginął. Policjanty podejrzewają, że się utopił w Rodanie.
- Aha, hmm. No tak. Cóż. Ostatnio nasz kontakt z policją był utrudniony, ale teraz chyba się już wszystko ułoży, a jak nie to się znów powtórzy wybory. Lepiej się jednak ze mną nie sprzeczaj, debilu. Jesteś tak żałosny, że jestem w stanie ci wmówić że on żyje i jest Dalaj Lamą. Nie takie rzeczy ludziom wmawiałem…
- A ty chujku żeś jest pojebanym sukinsynem jak Goebbels! – Zenka olśniło. Był dumny z tak błyskotliwej riposty.
- Nie obrażaj mi chamie świętej pamięci przodków – odpalił plejadanin z ekranu Thompsona. - Teraz zajmij się swoją laseczką. A potem posłusznie wykonaj zadanie, ogierze. – mrugnął ironicznie i znikł natychmiast z Vivy. A zaraz potem leciało „We didn't start the fire” Billy’ego Joela.
50.   15.1.2008   0:6:42 Szczepan Zamokły - Satanowski
Zenek trwał w osłupieniu parę dobrych sekund. Poczuł jednak, że ręka Kaśki zabawia się nim teraz w najlepsze, z dużą szansą na happy end. Złapał ją za rękę. I spojrzał w oczy:
- Kasiu? Kochanie? Co widziałaś przede chwilą w telewizorze?
-Co? Hmm. No więc jakiś pojebany teledysk, potem tego pojebanego prezentera, no tego co zawsze na Vivie. No tego Szwaba, no nie? Gadałeś z nim, czy też przedrzeźniałeś, tak? Nie wiem. Nie wiedziałam, że znasz niemiecki. Gdzie się nauczyłeś? A potem znowu jakiś chujowy teledysk. A co?
- Nie nic – odpowiedział, zbliżając się twarzą do jej twarzy…

Był zadowolony z siebie, dawno już nie robił tego tak długo, z taką kontrolą i fantazją. Po wszystkim wiedział, że Kaśce też się podobało. Widział to w jej oczach i zachowaniu. Wstał, wciągnął gacie, sięgnął po całkiem już zimną kawę i wyłączył telewizor.
- Dobra, może na wieczór nigdzie nie łaźmy. Obejrzym jakiś film, co? – spytał tylko dla formalności bo przecież decyzję już podjął bo wiedział, że póki co posiniaczona Kaśka z obitą gębą nie powinna pokazywać się za wiele na wsi.
- Spoko, ale po Kronice. Wiesz, że prowadzi je znajoma Rębiechów? Taka Weronika. Była zresztą u nas na wiosce parę razy, w dyskotece chyba też. Potem wywalili ją z telewizji, ale po wyborach znowu przywrócili. Dziś ma prowadzić pierwszy raz po powrocie.
- Tak, wim. Widziałem w Agawie. Myślem, że to lesba. – rzucił Zenek pierwszą lepszą głupotę jak mu przyszła do głowy.
- No co ty? A co? Jolka coś ci mówiła? A może one razem? – Kaśka ożywiła się, aż podniosła się z kanapy. – Kto by pomyślał… Prędzej bym powiedziała, że Róża. Gdyby nie Witek to by to nawet pasowało… A właśnie Wito ma tu wpaść z księdzem Kacprem. Pamiętasz, że się wczoraj umówiłeś, że dasz im parę filmów do przegrania? Może lepiej to przełożyć…
- Może.. – rzekł Zenek, któremu nagle przyszła ochota na powtórkę bzykania. Podniósł się, i z parapetu wziął komórę. Wybrał numer Witka. Zdziwił się, gdy usłyszał, że brak mu środków na koncie. Miał wczoraj przecież jeszcze z dziesięć złotych. Spojrzał z udawanym oburzeniem na Kaśkę, wiedząc, czyja to, jak zwykle, sprawka. Poza tym coraz bardziej kręcił go pomysł by znów dobrać się do jej gołego tyłka.
- No co ty, Misiu? – z miną pełną niewinności zareagowała. - Jak rano spałeś to zadzwoniłam do mamy. Pogadać sobie z mamusią.
- Pogadać sobie z mamusią… - prowokacyjnie przedrzeźniał ją. Uśmiechając się przysiadł na kanapie. – I co tera bedzie?
- A wiesz co się dowiedziałam? Chciałam ci to powiedzieć rano, ale wiesz, pamiętasz… - powiedziała, wskakując mu jednocześnie okrakiem na kolana.
- No co takiego? – zapytał mocno łapiąc ją za pośladki.
- Mama mi powiedziała, że mój brat się odnalazł. We Francji. Przyjeżdza pojutrze. Wcale się nie utopił w tej rzece. Był w Legii Cudzoziemskiej!
W tej samej chwili znalazła się na podłodze zrzucona przez Zenka, który ubrał się w rekordowo szybkim tempie i zniknął w ubikacji. Wyszedł prędko, chowając jakąś buteleczkę do spodni. Wyciągnął z kieszeni banknot dziesięciozłotowy i garść monet. Rzucił na ławę.
-Wychodzem tera bo muszem wyjść. Bendem przed szóstą. Idź do Jolki na zakupy. Ugotuj pomidorówkę. I kup mi troche browarów. Tylko, żadnych, kurwa, sikaczy. Imperator albo Pudzian Strong, rozumisz? I nałóż se jakiś puder na te siniaki, albo cuś wymyśl jak cie bednom ludzie pytały!
51.   11.10.2008   2:30:12 Święty
I poszł zenek, i dał te proszki Kacperowi na totalnej nieświadomce. I wyszdł Kacper. Czuł się jak pan i władca. Miał rząd dusz i na nic mu się to praydało. wstąpił na mównicę i poczuł, że teraz ten motłoch należy do niego. I nagle przemienił się w tralfamodorskiego pingwina. I chłonął rzeczywistość tak jak ten pingwin. Nagle!!! przypomniał sobie, że nie ma tralfarmadorskich pingwinów. I znalazł się spowrotem w środku kazania...