19-08-2007 Szczepan Zamokły Satanowski
 

Podróże kształcą...

Mówi się, że podróże kształcą. Jeśli tak jest w istocie to chyba warto, jak na każdej pożądnej nauce sporządzić notatki. Dlatego też Drodzy Konglowicze zabieram was na wirtualną wycieczkę do Norwegii. Szczepan przewodnikiem Waszym. W innym artykule znajdziecie relacje z pełnej przygód podróży do Skandynawii. Wymaga ona bowiem pewnego dystansu, obróbki emocjonalnej i przede wszystkim ochłonięcia. To co teraz bowiem piszę powstaje w norweskim drewnianym (jak wszystkie tutaj) domku, norweską zimną nocą, przy kominku. W dniu planowanego powrotu do kraju, który jednak - jak na razie - nie doszedł do skutku. Nadarzająca się możliwość przesłania tych zapisków skłoniła mnie do poświęcenia, jakże potrzebnego turyście, snu. Wszak namiętna żądza poznania jest równie silna jak potrzeba kronikarskiego jej uwiecznienia. Zauważyliście, że większość odkrywców i zdobywców miała u swego boku towarzyszy, którzy z polecenia lub dobrowolnie skrupulatnie zapisywali dzieje wyprawy? Kortez i jego słynny żołnierz Bernal Diaz del Castillo. Magellan i kongenialny Antonio Pigafetta. I tak dalej... Ja sam sobie jestem skrybą swoich przeżyć i przygód - wzorem najsłynniejszego bodaj Norwega, jakim był Roald Amundsen. Teraz więc tło w odcinkach, z czasem relacja i może krótki fotoreportaż.

Norwegia jako państwo.

Cel mojej wyprawy to jedno z najbogatszych państw świata. O tyle to dziwne, że w zeszytach od geografii zapisywanych przez naszych dziadków moglibyśmy znaleźć całkiem inne informacje. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Norwegia ciągnęła się w ogonie europejskich gospodarek. Cóż sprawiło, że ten skansen północnej Europy jest dzisiaj bajecznie bogatym krajem, w którym posiedzenia rządu zaczyna się od odczytania sprawozdania mówiącego ile to pieniędzy przybyło od poprzedniego spotkania ministrów? Odpowiedź znjadzie każdy z Was w Polsce wybierając się na choćby najkrótszą wycieczkę samochodem. Mijając stacje paliwowe Statoil, mało kto zdaje sobie sprawę, że charekterystyczne logo tej firmy przeciętnemu Norwegowi kojarzy się z gwarancją jego doborobytu. Jakieś 70 proc. tutejszej ropy wydobywa to de facto państwowe przedsiębiorstwo. A ropa dla Norwegów to żyła złota. Dzięki niej ich kraj ustępuje tylko Luksemburgowi w rankingu najbogatszych państw świata. Zawrotny dochód i imponujące rezerwy czynią z tego państwa hipermocarstwo ekonomiczne i europejską krainę Kanaan. Ta substancja, która jest przyczyną tylu kryzysów i wstrząsów politycznych nie tylko na Bliskim Wschodzie tu jest synonimem przysłowiowego mleka i miodu, którym miała spływać kraina dobrobytu.

Norwegia jest pod wieloma względami swoistym reliktem ustrojowym. W republikańskiej Europie, jest cały czas monarchią. W przeciwieństwie od brytyjskiej Elżbiety II norweski władca Harald V ma olbrzymie uprawnienia. Od dawna jednak przyjął się zwyczaj, że to premier - jako przedstawiciel demokratyczny - korzysta z tych kompetencji. Nie mniej jednak przesadą byłoby powiedzieć tutaj o królu, że panuje, ale nie rządzi. Często bowiem wchodził On (jak i jego ojciec i dziad) w nienagłaśniane spory z kolejnymi premierami - czynnie więc uczestniczy w życiu poltycznym.

Norwegowie po trochu traktują swojego monarchę jak maskotkę w złotej klatce, czują jednak nierozerwalną więź z Nim jako głową państwa i przywiązują wielką wagę zarówno do symboli z tym związanych jak i przyziemnych plotek dotyczących życia dworu. Może pałac królewski w Oslo to jeszcze nie dom Wielkiego Brata, ale na pewno siedziba ulubionej serialowej rodzinki. Ciepła norweskiemu królowi dodaje fakt, że poślubił On zwykłą Norweżkę - Sonię, która wywołuje skrajne emocje u powściągliwych Skandynawów. Inna sprawa, że siedem lat trwał proces wyrażenia zgody przez parlament na uznanie związku za ważny.

Inny relikt norweski to państwo poniekąd wyznaniowe. Istnieje tu oficjalna i państwowa religia, którą jest luteranizm, w którego herezji królestwo to trwa od czasów reformacji. Kiedyś zabronione było porzucenie tego wyznanie a kler protestancki był czymś w rodzaju administracji państwowej. W latach 60-tych XX wieku wprowadzono poprawkę konstytucyjną gwarantującą wolność wyznania. Blisko 90 proc. uważa siebie za protestantów. Z czego większość deklaruje, że protestantyzm odgrywa istotną rolę w ich życiu. I pewnie tak jest zważywszy na podejście Norwegów do pracy, własności społecznej i prywatnej i stosunków międzyludzkich. Trudno jednak zaobserwować religijność Norwegów, może ze względu na ewangelicką, bardziej surową od katolickiej, formę jej manifestowania. Na własne oczy widziałem jednak, że w niedziele tutejsze zbory nie są puste, a wśród modlących się można spotkać ludzi różnego wieku. Ciekawostką jest drugie co do wielkości wyznanie w tym kraju: Norweskie Towarzystwo Humanistyczne... Katolicy zajmują piątą pozycję z 40 tys. wyznawców. Uderza większa liczba świątyń rzymskokatolickich niż można by się spodziewać po 40-tysięcznym wyznaniu.

Norwegia, jak cała Skandynawia jest tradycyjnie antypapistowska. Watykan jest tu takim hasłem jak u nas masoneria, a w "Z archiwum X" niejaki palacz. Polacy z Norwegii mają pochowane gazety z okresu żałoby po Janie Pawle II z karykaturami na Jego temat i oskarżeniami o epidemie na świecie i analfabetyzm. Zreflektowawszy się pod wpływem liczby protestów w niestosowności tych tesktów większość mediów przeprosiła za takie treści, a norewska telewizja transmitowała pogrzeb. Protesty pochodziły nie tylko od Polaków, ale i od Norwegów, których JP2 zjednał podczas wizyty w 1981 r. w tym kraju mówiąc: "Słyszałem że może moim korzystnym wkładem do międzykościelnego dialogu w Norwegii byłby fakt wybrania się z Waszym Królem w góry na narty..." A Norwedzy uwielbiają sporty zimowe, zwłaszcza narciarstwo.

To wszystko na teraz. Wkrótce odcinek: Norwegia jako kraj.

z Norwegii dla Konglomeratu Szczepan Zamokły - Satanowski

Szczepan Zamokły Satanowski  

1.   26.9.2007   12:11:37 benetnash
Co ty tutaj za brenie wypisujesz! Przecież Norwiegia jako ojczyzna Black Metalu jest krajem czysto pogańskim, ewentualnie z lekkim zabarwieniem satanizmu. Ave satan!
2.   8.10.2007   12:53:48 Radosław
Dzisiejsza depesza PAP (z ztron Rzeczpospolitej):
"Jeśli klientowi nie smakuje nasza żywność to zwracamy mu pieniądze, nie zadając przy tym żadnych pytań - takie zasady wprowadziła norweska spółdzielcza sieć handlowa Coop.
Ta druga co do wielkości w Norwegii firma handlująca artykułami spożywczymi poinformowała, że nowe działania wymusza na niej konkurencja na rynku i chęć pozyskania większej liczby klientów.
- Wierzymy klientom, że jeśli mówią, iż nie są z jakiś produktów zadowoleni, nie stawiamy pytań i zwracamy pieniądze - powiedział rzecznik firmy czołowemu norweskiemu tabolidowi "VG".
Nie smakuje nam czekoladowy batonik, bo zawiera za dużo orzechów - zwracamy go do sklepu i odzyskujemy pieniądze - tłumaczy rzecznik. Dodaje jednak, że zwracanie napoczętych butelek alkoholu już nie będzie takie łatwe.
Firma zamierza też zwracać pieniądze za niespełniające oczekiwań konsumenta proszki do prania, czy jedzenie dla psów."

Łaszek byłby zachwycony...:)

BTW: Coop Norden jest wielką siecią handlową w Skandynawii. W Norwegii, Szwecji i Danii ma ponad 1000 sklepów. Na świecie są jeszcze (niezwiązane z Coop Norden) Coopy w Szwajcarii i we Włoszech. Wszystkie te sieci działają jako cooperatives, czyli w ramach spółdzielni. Coś jak Społem, albo GS w Polsce.
3.   19.10.2007   10:22:40 Szczepan Zamokły - Satanowski
Ponadto bardzo popularna tam jest REMA 1000 i supermarkety "Kiwi". W obu tych sieciach można zwracać produkty, co jest wyraźne ogłoszone po norwesku i angielsku, więdz dziwię się, że tak nagłośniono informację, że popularny wśród Norwegów, ze względu na największy wybór nie norweskiego alkoholu, tzw. "ups" czyli ww. Coop dołączył do innych. W Jessheim, może dwa razy większym od Fromborka (góra, dwa razy) można znaleźć następujące markety:
- dwie REMY 1000
- Kiwi
- Coop
- Lidl

Ja do Remy chodziłem po żelki i ciasteczka cynamonowe, do Kiwi po b. tani chleb (ok. 8,5 zł), mąkę, pastę rybną, nabiał a do Lidla po warzywa, pieczarki i drożdze (które - co mnie bardzo zdziwiło - były sprowadzane z b. Jugosławii). Jak mój Brat miał gest to piliśmy duńskie piwo z Kiwi albo jakieś norweskie pseudopiwo z REMY.

Coopa odwiedziłem tylko raz. Na samym początku. Po pierwsze nie przyjmują tam żadnej karty VISA!!! (W Lidlu zresztą też.) Po drugie prowadzą b. agresywną politykę w stosunku do klienta. Co chwilę poczęstunek i degustacja. Laska zrobiła wielkie gały jak odmówiłem spróbowania kawałka batonika "Lion". Podskakują jak piłeczki jak tylko się dłużej zastanawiasz lub chcesz zapakować do woreczka.

Najbardziej co mnie tam zdziwiło to:
- chlebomat
- automat do wydwania reszty w kasie sklepowej
4.   9.11.2007   9:28:23 Radosław
Na Onecie znalazłem conieco o Norwegii. Ciekawy, choc troche przewrotny tekst. Polcam lekturę komentarzy.

http://wiadomosci.onet.pl/1412644,2678,kioskart.html

Tekst jest z maja, ale przecież nie stracił na aktualności....