07-02-2007 Matka Generalna
 

Kruche z cukrem

Wiecie, stan odwracania dupy lub stan osiągnięty zaraz po jej odwróceniu jest całkiem przyjemny. A najlepszy chyba jest z tego wszystkiego stan błogiej nieświadomości. Ale błogo nieświadomi są co najwyżej idioci albo jednostki wybitnie aspołeczne.

Zastanawiałam się, czy faktycznie lepiej jest darować sobie tego jednego doświadczenia, uczucia rozczarowania, zawodu nad tym, że to, co robię własnymi rękoma jako JA, jednostka, czyli najmniejsza cząstka społeczeństwa, w ogóle nie ma przełożenia na to, co dzieje się w większej skali. Faktycznie, uczucie upokorzenia i zawodu nie należy do najmilszych, no i niesmak i smród długo potrafią się ciągnąć za umorusanymi gaciami naszego sumienia, wiary albo zwykłej nadziei.

Wychodzi jednak (jak to, że dwa razy dwa mimo wszystko potrafi dać wynik cztery) na to, że co nie zabije, to wzmacnia. Dodając jeszcze jedno mądre, życiowe polskie powiedzenie, mianowicie, że "lepsza mamałyga aniżeli figa"*), no nie ma innego wyjścia jak stwierdzić, że lepiej odfajkować sobie w życiorysie taki etap.

Zawsze łatwiej można sobie ponarzekać i mało tego, można to robić całkiem szczerze i z czystym sumieniem, bo będzie co odpowiedzieć, gdy kto zapyta "...a czy ty uczestniczyłeś w powszechnych...". Można też wyciągnąć wnioski i zapisać się do Młodych Socjalistów albo Obozu Narodowo-Radykalnego. Czasem jeszcze zostają małe ugrupowanka, młodzieżówki partii, ogólnie jest co ze sobą zrobić po podjęciu decyzji. Można zrobić to w wyniku dojrzałej decyzji, w całkowitym przekonaniu o słuszności swego postępowania, można też zrobić to całkowicie dla zwały (ale już na własne ryzyko; bo jeśli ktoś kiedyś zapyta "...a gdzie byłeś ty, gdy...", to trzeba wiedzieć zawczasu, co się odpowie). Mam jednak nieodparte poczucie pewności, że ważne jest zdeklarowanie się samo w swej istocie. Przede wszystkim po to, żeby dać sygnał, że era neutralnych światopoglądowo baranków dobiega końca. Nic nie wkurwia władzy bardziej niż to, gdy okazuje się, że to, czym rządzi, ma swój własny rozumek.

Jak wszystko pójdzie sobie dalej drogą, którą spokojnie teraz sobie podąża, to za parę lat okaże się, że każdy kit da się zjeść. Myśl Szczepana "nie zrozumcie mnie źle, ale nie uważacie, że nie długo nam wmówią takie rzeczy, które będą - niby - niezbędne do szczęścia, że dzisiaj byśmy nie uwierzyli, a za trzy lata będziemy za tym popierdalać jak za Świętym Graalem?" jest memu sercu i sumieniu bardzo bliska. Po raz kolejny powtórzę, nie jestem zwolenniczką teorii spisku, ale powoli wszystko zaczyna układać się tak, że prędzej czy później coś na kształt takiej słodkiej antyutopii zacznie istnieć.

Zastanów się, w czyje imię trzeba zabijać, żeby nie zostać nazwanym ludobójcą? Zastanów się, jakie argumenty trzeba podać, żeby nie zostać nazwanym kłamcą? Głupie, konsumujące wszystko, co popadnie, społeczeństwo jest proste w zarządzaniu, idealne w manipulacji, posłuszne i potulne - oto ideał. Wmów mu potrzebę. Nic więcej nie trzeba. W imię dobra państwa, ludzkości, wolności, postępu dajemy sobie wiązać ręce, skracają nam smycze, nakładają kagańce. Chłopcy idą do boju, panny płaczą, życie toczy się dalej.

Supper's Ready: THE GUARANTEED ETERNAL SANCTUARY MAN

I know a farmer who looks after the farm.
With water clear, he cares for all his harvest.
I know a fireman who looks after the fire.

You, can't you see he's fooled you all.
Yes, he's here again, can't you see he's fooled you all.

Share his peace,
Sign the lease.
He's a supersonic scientist,
He's the guaranteed eternal sanctuary man.
Look, look into my mouth he cries,
And all the children lost down many paths,
I bet my life you'll walk inside
Hand in hand,
gland in gland
With a spoonful of miracle,
He's the guaranteed eternal sanctuary.
We will rock you, rock you little snake,
We will keep you snug and warm.

Genesis

(A za pięć lat i tak wszystko pierdolnie.)

------

*) Myślę, że wersja poprawna politycznie brzmi lepiej, nie?

Matka Generalna  

16.   11.2.2007   19:5:51 Frans
To nie tak, że spotkałem ludzi myślących z dominującym genem tumiwisizmu lub zła; ale też nie wierzę, że wszyscy źli na mojej drodze to osoby bezmyślne lub zwyczajnie głupie. Nie jestem przekonany, że człowiek rodzi się po prostu dobry, że dobro - jak piszesz - jest w niego wpisane. Uważam, że człowiek dobra uczy się, tak jak uczy się chodzić, mówić, nazywać kolory, wreszcie budować relacje z innymi ludźmi. Uczy się dobra najpierw od rodziców, później także od innych ludzi, w szkole. Dzisiaj stwierdzenie, że szkoła powinna wychowywać jest pustym frazesem, zauważcie proszę, że nawet nasze pokolenie - ja w każdym razie na pewno! - ze zgrozą patrzy na to, co się w tej chwili dzieje w polskich szkołach, ale poza analizami socjologów, że to rodzice poświęcają za mało czasu swoim dzieciom, w zasadzie nic się od lat w tej kwestii nie zmienia, przynajmniej nie zmienia na lepsze. Dlaczego zawracam sobie i wam głowę takimi duperelami? Ano dlatego, że to nasze pokolenie wkracza w wiek rodzicielski, nauczyciele z naszych roczników zaczynają pracę w szkołach, coraz częściej nasi rówieśnicy zasiadają w poselskich ławach by stanowić prawo w tym pięknym kraju. Tylko co z tego? Bez (sorry, nie znoszę tego określenia ale nie mogłem znaleźć innego) kręgosłupa moralnego nic nie zdziałamy, nikt tego nie potrafi. Samo myślenie to za mało. Takie jest moje przekonanie.
17.   11.2.2007   19:13:16 Frans
PS. Ten tekst z \\\"Co mi zrobisz...\\\" był skierowany nie tyle do Was, co do mnie samego. Taki kubeł zimnej wody na rozpaloną głowę. Spokojnie może też służyć za puentę mojego ostatniego wpisu, tego powyżej. Frans.
18.   11.2.2007   19:23:24 Frans
Jeszcze jedno. Tak sobie tu dywagujemy, co jest lepsze co gorsze, odwracać dupę czy nie odwracać? Ja sam mam poważne wątpliwości, wydaje mi się, że zbliżam się do granicy wytrzymałości i następny krok to może być właśnie totalne wypięcie się na wszystko. Może ktoś bardziej doświadczony podzieli się wrażeniami; jak to jest, tak kompletnie wyłożyć na wszystko lachę? Co się wtedy czuje? Jest jakaś satysfakcja? Albo chociaż duchowa równowaga? Święty spokój? Może Matryca coś na ten temat napiszesz obszerniej, zdaje się, że masz długoletnią praktykę.
19.   11.2.2007   19:31:1 * * *
A Hasiorex? Może Ty? Miał być \\\"Notatnik emigranta\\\", to jest świetna okazja żeby zacząć. Czy oprócz spraw osobistych coś Cię skłoniło do wyjazdu z Polski? I jak tę emigrację traktujesz, jako ucieczkę, wypięcie dupy?
20.   11.2.2007   19:58:37 Szczepan Zamokły - Satanowski
Coraz ciekawiej, coraz ciekawiej...
21.   11.2.2007   20:4:18 Szczepan Zamokły - Satanowski
\\\'Uważam, że człowiek dobra uczy się\\\' - czyli co Frans, tabula rasa? Jesteśmy neutralni na początku, a potem wzrasta nas dobro i zło? Co pierwsze kiełkuje? Kto to bardziej pielęgnuje? Rodzina? Otoczenie? Czy może my sami?
22.   11.2.2007   21:33:44 Święty
Ja Myślę że mamy i jedno i drugie wpisane bardzo głęboko naszą naturę. <br />\'Uważam, że człowiek dobra uczy się\' myślę że powinno być:<br />\"Człowiek dobro odkrywa\". <br />A jak odkryje że dobro się nie opłaca, ale chce postępować dobrze, to będą z niego ludzie. Pewnie zastanawiacie się też skąd te cudzysłowy i nowe linie. Ano testuję zmiany w funkcji wpisywania<br />
23.   11.2.2007   21:36:19 Święty
A
teraz ?
"jak?"
'gut'?
24.   11.2.2007   21:39:2 Święty
Widzicie pięć minut pracy takiego leniwego łebmajstra jak ja i po kłopocie. Tera już można redagować swoje notki używając entera, w celu przejścia do następnej linii, a cudzysłowy nie powodują krzaków.
I kto jest wielki ?
25.   11.2.2007   23:23:26 Szczepan Zamokły - Satanowski

Łeeeeee tam, każdy Święty jest wielki ;)
26.   12.2.2007   8:47:28 Justyś
Świenty - że człowiek dobro odkrywa?
To takie Jungowskie, bym powiedziała :>
(no ale racja, bliższa jestem temu niż tabuli rasie :P)
27.   12.2.2007   8:48:29 Justyś
Czy wprowadzisz możliwość wstawiania prostych znaczników do tekstu (mam na myśli oznaczenie na kursywę, wytłuszczenie, podkreślenie)?
No i żeby ten cudzesłów jakoś zaczął działać normalnie, kurwa.
28.   12.2.2007   11:51:3 Szczepan Zamokły - Satanowski
"Cudzesłów" już działa normalnie, zaczął. Sama spójrz, zobacz :)
29.   12.2.2007   18:53:35 matt
Hehe wracając do sprawy i odpowiadając na pytanie Fransa. Myśle że można wypiąć dupe totalnie - olać wszystko. Tylko wtedy trzeba się liczyć że się zginie, jeżeli nie w sensie fizycznym to psychicznym na pewno. Sam sie kiedyś do tego zbliżałem - bardziej do śmierci psychicznej- ale mie sie odwidziało. Niektórzy widzieli jak ciężko jest potem osiągnąć stan miej wyncej "normalny". Wtedy człowiek staje się swoimi emocjami i świat nabiera czysto egoistycznego wymiaru co oczywiście nie może skończyć sie dobrze ponieważ świat jest jaki jest a nie jest taki jak nam sie wydaje. Później chce sie w pewnym sensie umrzeć - nawet jeżeli nie ma się w sobie takiej "siły" - to starcza chociaż śmierć psychiczna. Człowiek "zamrożony" można powiedzieć - czyli - "pierdolcie sobie co chcecie - ja swoje wiem". To stan odwrtotnie proporcjonalny do poczucia władzy absolutnej - zamiast władzy absolutnej jest zupełny brak chęci aby wywierać wpływ na rzeczywistość. Miłość idealna - prowadzi do idealnego zniszczenia. Z nikim ani nie mam chęci się dzielić, ani (wskutek braku zainteresowań chociażby pracą) nie mam czym się dzielić. Czasem wszystko zanika - istnieje twój własny świat i wszystko jedno gdzie będziesz i z kim - zawsze ten świat będzie. Najlepiej jeszcze wtedy czuć się pokrzywdzonym przez życie to doznania są piękne! ("nikt tego nie wie jak ja kocham siebie")Pojawiają się też przebłyski że coś jest nie tak - ludzie nie chcą za bardzo zadawać się z takim człowiekiem po prostu. Można mieć to w dupie oczywiście ale... Jest taki twór jak sumienie - niezależnie od tego czy jesteśmy wierzący czy nie, czy jesteśmy poetami czy pijakami - a może wszystkim tym na raz. I tutaj pojawia się kwestia zależności, brania i dawania. Jak nie pójde do pracy - to z domu mie wyrzucą albo spędze całe życie w miejscu odosobnienia. Chcąc nie chcąc stan gdy ma się wszystko w dupie kończy się koniecznością wyboru lub jego brakiem. Przychodzimy do punktu wyjścia - jeżeli sytuacja gdy ma się wszystko w dupie jest sztuczna - zaczynamy chcieć, jeżeli prawdziwa - już nas nie ma. Zastanówcie się Jesteście czy Was nie ma? Jesteśmy... Zawsze może Nas nie być - to proste wystarczy szczerze uwierzyć w to że nas tu nie ma, że nasze życie to pomyłka, że mamy wszystko, ale to wszystko w dupie. Dzisiaj nie mogę w to uwierzyć - i dlatego jestem przekonany, że Jesteśmy Tymi Którzy Mają Być - chcemy tego. Przecież wystarczy szczerze nie chcieć - a wtedy czynności mechaniczne nie są przeszkodą. Ci którzy mówią że podciąć żyły jest trudno - gadają bzdury, ci którzy mówią że powiesić sie trudno - też gadają bzdury. Jeżeli bym chciał to mógłbym w tej chwili umrzeć - wystarczy że z całej siły bym pierdolnął głową w ścianę albo podłoge. Ale nie zrobie tego bo nie chce po prostu. Nawet jeżeli wydaje mi się że chcę to tak naprawdę nie chcę. jesteśmy biednymi dziećmi, niedojrzałymi bytami -które nie wiedzą czego chcą. jeżeli ktoś z Was napisze mi że wie dokładnie czego chce i o co mu chodzi - to Go wyśmieje poprostu. A co Ty albo Ty wiesz o świecie tak naprawde - gówno. Co Ty albo Ty możesz wiedzieć i ferujesz wyroki "jest Bóg" "nie ma Boga" - to tak samo gówno warte powiedzonka. Czego Ty albo Ty doświadczyłeś/aś żeby cokolwiek oceniać? Wiem że jest to nam potrzebne do życia i inaczej nie umiemy żyć jak poprzez porównania. Sztuką życia jest udowodnić że można zyc po swojemu - robi to jakieś 0,05% populacji światowej może. Więc reszcie pozostają porównania, "defensywa" albo straszenie swoją siłą. Nie umiemy żyć
30.   13.2.2007   1:15:38 Szczepan Zamokły - Satanowski
Kolego, Kolega niech nie przegina :) Napisałeś:

1. "Miłość idealna - prowadzi do idealnego zniszczenia."
2. "Z nikim ani nie mam chęci się dzielić, ani nie mam czym się dzielić.

Ad 1. Ja wierzę, że im więcej miłości tym więcej odwagi by iść przez życie. Bywa, że mamy problemy z każdą formą miłości bo boimy się, że ogranicza, a każdy z nas to wolny źrebak i mu płotów i murów w sferze odczuć nie trzeba. A już najmniej w sercu. Myślę, że to jest w jakimś stopniu mój kłopot i przyczyna zapętlenia, które poniekąd dopiero odkrywam. I braku tej odwagi do "zaangażowanego" pójścia przed siebie. Choć na wypadek miłości idealnej (jak do niej dojść?) pewnie ograniczenie byłoby czymś przyjemnym lub chociaż szlachetnym... Może więc: "Miłość idealna prowadzi do idealnego (dobrego, pożytecznego) zniewolenia"?
Ad. 2. A tu to już Kolega pierdolnął, jak gołą dupą w płot :) ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE, W KAŻDEJ SYTUACJI, JEDEN CZŁOWIEK MA SIĘ CZYM PODZIELIĆ Z INNYMI. A jak już może się z kimś podzielić kłopotami! Szczęśliwy ten z kim się podzieli.

Trudno mi się też pogodzić ze zdaniem: "Co Ty albo Ty możesz wiedzieć i ferujesz wyroki >>jest Bóg<< >>nie ma Boga<<" Bo to nie ferowanie wyroków - to albo pogląd, albo sposób na życie, ale bezmyślne powtarzanie, albo poza są przyczyną, że uznajemy Boga, bądź Go odrzucamy. Chociaż może masz rację, może ja to tak widzę, ale może są tacy co feują wyroki. Nie wiem już...