11-03-2007 Szczepan Zamokły Satanowski
 

U Pana Szczepana. Herbatka dziewiąta, przedostania.

Dzisiaj herbatka to scenariusz reklamy telewizyjnej.

Rzut kamery na budynek Sejmu, na kopułę, tak żeby każdy wiedział, że to parlament. Zajeżdża limuzyna, kamera podczepia się pod nią. Czarna limuzyna, w której siedzi koleś, ekstra odjebany, ale nie wzbudzający naszej sympatii. Nie żeby ordynarny, czy szpetny, ale zwracają uwagę detale (na potrzeby reklamy przerysowane): głowa zadarta do góry, uśmieszek skurwysyna, itp. Koleś kończy rozmawiać przez komórkę, poprawia krawat, wysiada z samochodu i pewnym krokiem rusza przed siebie (kamera leci na twarz pełną samouwielbienia: „Ale jestem zajebisty”), wcześniej błyskawiczna lustracja obuwia i garderoby, kamera na 0,1 sek zatrzymuje się na wypasionych buciorach, potem leci wzdłuż nogawki, natrafia na rękę. Zajebisty zegarek! 0,1 sek. postoju, za chwileczkę, ciut wyżej spinka do rękawa koszuli, znów 0,1 sek. postoju. Potem kamera leci w bok i w górę, na 0,1 sek. zatrzymuje się na węźle zajebistego krawata. No a potem już morda skurwysyna z uśmieszkiem. Nagle w jakiejś tam zwykłej melodyjce, splątanie, na twarzy kolesia pojawia się zaniepokojenie. Przystaje. Odwraca się i ni to szybko idzie ni to biegnie. Coś w stylu Foxa Muldera: żebym sobie bucików nie zniszczył. Dogania ruszający samochód, otwiera tylne drzwiczki limuzyny. Wyciąga czarną teczkę, neseserek. Na którą od razu najeżdża kamera, skąd przeskakuje na buźkę naszego skurwysyna. Wyraźne uspokojenie. Muzyka znowu sobie popierdziela leciutko jakimś pitu, pitu. Widz od razu wie, że uspokojenie związane jest z czarną walizeczką.

Scena kolejna: Muza jak z ojca chrzestnego. Pokój, widać, że hotelowy (ciemnawo, ale nie ciemno jak w horrorze, tylko po prostu zasłonięte zasłony), siedzi kilku kolesi. Część przy stoliku, część sobie chodzi - nerwowo. Jeden, dwa kroki w tył jakiś młody łysy grubasek rozmawia przez komórę zasłaniając ją ręką, jakby chciał nadać wrażenie poufności prowadzonej rozmowie. Kolesie w koszulach, część w krawatach, część bez, jeden siedzący ma nawet podwinięte rękawy. Kolesie przy stoliku pochyleni nad kartką: Jeden podpiera głowę, jakby podziwiał traktat filozoficzny, inny kręci z niedowierzaniem głową. Jeden, ten z podwiniętymi rękawami, ni to klęczy, ni to siedzi przy stoliku i ołówkiem stawia jakieś znaki na kartce. Tak jakby raz stawiał ptaszka, a raz coś skreślał. Odkłada ołówek i pokazuje na przemian na placach ręki dwa i trzy palce. Widz domyśla się, że chodzi o niepewność pomiędzy tymi dwiema liczbami. Jeden z kolesi trzyma w łapie nie zapalone cygaro. Stuka nim nerwowo o blat stolika, przekłada między palcami, podnosi do ust i odejmuje, wykonuje ruch jakby chciał je schować za ucho. Przysłuchuje się gadce kolesia, który trzymał ołówek. Wykonuje rozmaite miny, raz na jakiś czas potakuje. Koleś z ołówkiem (z podwiniętymi rękawami) jeszcze raz przelatuje szybko w powietrzu ołówkiem nad kartką, bardziej jak wskaźnikiem niż czymś do pisania. Robi taki gest, że bez słów wiemy co mówi: „Jakby nie liczyć tak wychodzi”. Rzuca ołówek, jeszcze raz pokazuje na przemian dwa i trzy palce, potem rozkłada ręce: „Nie wiem, po prostu nie wiem”. Nie słyszymy tego, ale mowa ciała jest jednoznaczna. I już kamera wchodzi między gości, już przepycha się, już jest nad stolikiem, już jest nad kartką, mrugnięcie okiem i będziemy wiedzieć co jest na kartce… Nagle na twarzach podejrzenie, i nasłuchiwanie, jeden podlatuje w stronę drzwi, słyszymy kroki. Muzyka ścisza się o 2/3 słyszymy coraz donośniejsze kroki, jak w filmie z Humphreyem Bogartem, jakby ktoś założył buty do stepowania… Kamera dopada do drzwi, przelatuje przez szczelinę pod progiem i leci po korytarzowej, marmurowej posadzce. Perspektywa żaby. Kroki coraz donośniejsze. Muza ze stylu „Ojca chrzestnego” przechodzi w ni to w Hitchcocka ni to w Kojaka. Kamera dopada buty. Znamy je! To buty tego kolesia sprzed sejmu, i znów: Buty. Zegarek. Spinki. Krawat. Nic nie wyrażająca morda. No może poza pewnością siebie. I teczka, na której kamera zatrzymuje się ciut dłużej niż na poprzednich elementach. Kamera idzie teraz obok gościa, normalnie, pewnym krokiem, pokazuje jego porfil. Koleś staje przed drzwiami numer 1410. Kamera na sekundkę przeskakuje obok drzwi, na ścianę korytarzu. Wisi tam w ramce jakiś tekst. Widzimy: „Hotel Poselski. Regulamin”. Aha! Wiemy już gdzie jesteśmy. Muzyka robi się jak w „Zaczarowanym ogrodzie”. Przyjemna dla ucha, ale z nutką, nie, nie, z nutą tajemniczości. Kolo puka do drzwi. Otwiera mu koleś z podwiniętymi rękawami! Takim gestem, jakby chciał temu kto puka, nie wiedząc kto to, wpierdolić. Koleś przybysz uśmiecha się i włazi, a ten z podwiniętymi rękawami zamyka drzwi i od razu gestykuluje do gościa, coś w stylu, „Co Ty sobie, kurwa, stary wyobrażasz”. Oczywiście dalej przez cały czas nie słyszymy rozmów. Koleś uśmiecha się jakby zrobił przed sekundą jakiś dowcip i klepie tego z podwiniętymi rękawami dobrotliwie po ramieniu. Wita się z każdym poprzez podanie ręki. Z każdym w stylu „Cześć stary, co u ciotki Adeli?”. Na ten moment przywitania się każdy przybiera fałszywy uśmieszek i coś tam odpowiada. Tylko ten z podwiniętymi rękawami z powrotem gestykuluje a koleś - gościu słuchając go siada na fotelu nieopodal stołu. Na kolanach kładzie teczkę, której przez chwilę kamera poświęca uwagę. Koleś z podwiniętymi rękawami podnosi kartkę i wymachuje mu przed oczyma, po czym wykonuje znany ruch pokazując na przemian dwa i trzy palce. Nowo przybyły słucha z rękami złożonymi , jak do pacierza. Gdy tamten milknie odpowiada coś, ale tak poważnie jakby wypowiadał formułkę, którą tłumaczy się dziecku: „Nie mogę Cię zabrać na polowanie, gdyż jesteś jeszcze za mały”. Oczywiście nie słyszymy słów tylko muzę, która powoli wraca do stylu „Ojca chrzestnego”. Potem mówi coś jeszcze, kończy i palcami stuka wymownie o czarną walizeczkę na kolanach. Koleś z podwiniętymi rękawami ma na mordzie znak zapytania, rozgląda się po kolesiach, którzy mają wlepiony w niego wzrok. Co koleś powie, co odpowie? Koleś z podwiniętym rękawami przełyka ślinę i kiwa głową, jakby w stylu „Niech będzie, moja strata.” Podaje rękę przybyłemu gościowi, a potem każdy każdemu podaje rękę. Targ dobity. Mordy kolesi robią się najpierw spokojne, potem wręcz radosne. Uśmiechy, jakieś żarciki, koleś z cygarem, z najwyższym poczuciem ulgi odpala je. Gościu, który przyszedł ostatni, nagle kładzie na stole teczkę. Chwila konsternacji, znowu znaki zapytania na gębach. Koleś teczkę otwiera i powoli wyciąga… Flaszkę wódki, potem drugą i trzecią. Z mord znikają znaki zapytania, w tempie superektraekspresowym. Wybuch smiechu! „Niezły dowcip, stary!” Najzajebistszy dowcip na świecie! Ktoś podstawia kieliszki, koleś z podwiniętymi rękawami rozlewa jak barman, z dużej wysokości. Wszyscy biorą kieliszki, wypijają uśmiechnięci, muzyka przechodzi w „Kalinkę”, czy „Pije Kuba do Jakuba”. Znowu polana kolejka. Mordy szczęśliwe. Powoli goście, gadając ze sobą, uśmiechając się, poprawiają krawaty, zakładają marynary (koleś z podwiniętymi rekawami odwija je), wychodzą z pokoju i grupą, z nic nie wyrażającymi mordami idą dość żwawym krokiem. Muzyka kawaleryjska, szarża ułańska. Za chwilę otacza ich tłum dziennikarzy. Mikrofony z boku, z góry i z dołu... Kolesie przepychają się przez nich, zdawkowe odpowiedzi, głupie uśmieszki. Znikają za rogiem korytarza sejmowego. Kamera jest z powrotem w pustym pokoju. I bardzo blisko najeżdża na flaszkę, na etykietę: „Wódka WETO”. Muzyka off.

Dziennikarka przed Sejmem. Słyszymy szum ulicy i wiatru. Widać, że na żywo łączy się ze studiem. Z ostatniej chwili. Wiatr zawiewa dość mocno, musi z całą siłą dzierżyć mikrofon w dłoni, ale wyrobionym dziennikarskim głosem mówi: „Dziś po południu posłowie obalili weto, które ( i coś tam mówi, przez jeszcze 0,5 sek, ale głos jest coraz cichszy, nie słyszymy).

Na ekranie logo wódki „WETO”. Widać, po spływających kropelkach, że dopiero co wyjęte z zamrażarki i głos spikera: „WETO!. Żebyś i Ty miał co obalić!”

Szczepan Zamokły – Satanowski
Niedziela, 11 marca 2007 r., Konstantego, Benedykta, Dzień Młodzieży w Zambii
w czterdziestą dziewiątą rocznicę uruchomienia radiowej „Trójki”

Piosenka polityczna

To jest piosenka polityczna to jest piosenka zakazana
ona jest szczera autentyczna jest antykapitalistyczna

każde dziecko śpiewa z nami
precz precz z kapitalistami
każde dziecko śpiewa z nami precz precz precz

kiedy poranne wstają zorze
lub kiedy dzień się kończy cały
człowiek rozumie ile może
czy duży jest czy jeszcze mały

to jest piosenka polityczna to jest piosenka uproszczona
może ją śpiewać brat i ojciec może ją nawet śpiewać żona

każde dziecko śpiewa z nami
precz precz z kapitalistami
każde dziecko śpiewa z nami precz precz precz

gdy jasne słońce świeci rano

lub noc gwiaździsta jest jak kryształ

człowiek przed siebie patrzy śmiało
i myśli to co zawsze myślał

to jest piosenka polityczna to jest piosenka pożyteczna
można ją śpiewać na ulicy ona wyraża to co jest w nas

każde dziecko śpiewa z nami
precz precz z kapitalistami (precz precz precz z komunistami)
każde dziecko śpiewa z nami precz precz precz

Elektryczne Gitary

Szczepan Zamokły Satanowski  

1.   11.3.2007   23:20:4 Frans
Kolejka dla wszystkich :-)
2.   12.3.2007   3:19:18 Święty
To co ? Kiedy zakładamy firmę reklamową ? Ty będziesz copyrajterem a ja zajmę się planowaniem strategii medialnej. Jeszcze ktoś chętny ?
3.   12.3.2007   8:19:45 Frans
Proponuję do roli Gościa-z-Walizeczką zaangażować Rocco. Nie wiem jaką ma fizjonomię, ale z charakterologicznego punktu widzenia chyba by się nadawał. Z obsadzeniem tego Batmana (Buttmana?) też nie powinno być problemu.
4.   12.3.2007   9:18:37 SZCZEery polski patriota
Butman w polskim parlamencie? Nigdy!
5.   12.3.2007   13:22:31 Święty
A co to rasizm ? Co do Rocco, to podobno reklamował garnitury Wólczanki. Szczerze w to wątpię ale tak stoi w Wikipedii, więc któż to wie. Jednak stawiam raczej na to że to po prostu urban legend.

Tak na marginesie to mój stary znalazł zajebiste spolszczenie "touchpad" -> "głaszczka". Ja używam określenia "gładzik", choć nie wiem czy sam to wymyśliłem czy gdzieś usłyszałem. W każdym razie jestem wielkim lobbystą na rzecz spolszczeń. Oczywiście pod warunkiem że są łatwe do wymówienia i w miarę krótkie, jednym słowem eleganckie.
6.   12.3.2007   15:13:22 Frans
Zaangażujmy Rocco! Przepustką do polskiego parlamentu niech będzie garnitur z Wólczanki, czemu nie! Nie wiem jak w Wawie, ale u nas chodzi kupa buraków z nieodprutymi z rękawa marynary metkami producenta; zrobi się dyskretnie product placement i wszyscy będą zadowoleni.
7.   12.3.2007   18:29:48 Święty
Ha ha też zauważyłem te metki. Czasem nawet u "poważnych gości". Porażka.

A jakie mógłby mieć Rocco hasło wyborcze. Na przykład: "Liżcie mi dupę" albo: "jeśli ja was nie wykończę, zrobi to Buttman".
8.   12.3.2007   22:43:22 SZCZEry polski patriota
Polski parlament winien być świątynią cnót wszelakich i skarbnicą moralności!!!
9.   13.3.2007   22:12:47 Święty
Ale trochę analu też mu nie zaszkodzi.
10.   12.6.2008   15:26:41 Radosław
"touchpad" --> "Głaszczka"

jeszcze w latach OSIEMDZIESIĄTYCH przeczytałem w Bajtku o spolszczeniu "trackballa". Mówili tam na niego.... "Kot" (tak niby w przeciwieństwie do mobilnej Myszki)