01-06-2007 Święty
 

O tym czego nie należy robić w domu

czyli co zrobić ze zdobytą wiedzą

Moi drodzy. Chciałem wam opowiedzieć o pewnym eksperymencie. Zapewne z kontekstu, domyślacie się już o co chodzi. Realizacja owego eksperymentu była, z różnych przyczyn, wielokrotnie odkładana, na później. W końcu to później nadeszło i stało się teraźniejszością, a w chwili obecnej nawet przeszłością.

W tej chwili pewnie myślicie sobie: "Co za debil", "Niemożliwe, on tego nie zrobił" i tym podobne. Otóż nic podobnego. Zrobiłem to i nawet przeżyłem. I widzę dostatecznie dobrze żeby móc napisać ten artykuł. Kierowała mną ciekawość. Moje zacięcie naukowca i eksperymentatora nie dawało mi spokoju. Wiedziałem że muszę to sprawdzić. Już raz w Warszawie realizacja tego planu była bardzo blisko. Niestety wtedy nie czuliśmy się na siłach. Piszę my, bo miało nas być więcej. W projekt zaangażowani byli jeszcze: Frans i Szczepan-Satanowski-Zamokły. Na nieszczęście zabrało im konsekwencji. Nie winię ich za to, jednak nie wiedzą co stracili.

Projekt ten obijał się gdzieś w okolicy już od dłuższego czasu. Na KonglO nieśmiało, a śmielej w prywatnych rozmowach. Ostatecznie jego realizacja miała miejsce, w półmilionowej stolicy Słowacji, Bratysławie. Rano po rumowej popijawie, nasz drogi Szczepan rzucił hasło:"No to co ? Może politurkę ?". Jego plan był przebiegły, sam nie zamierzał pić i tak naprawdę myślał że nikt nie wypije. Swoim pamiętnym zdaniem, chciał mnie tylko zachęcić do wstania z łóżka. Niestety się przeliczył. Nie dałem sobie dwa razu powtarzać. Wstałem z łóżka i przystąpiłem do dzieła.

Do ucha szepnął mi mój miły znajomy Wienia:
Który z komponentów "Balsamu Kanaańskiego" cenimy najbardziej? No, oczywiście, denaturat. Jednakże denaturat, będąc tylko przedmiotem natchnienia, sam tego natchnienia jest całkowicie pozbawiony. Cóż wobec tego cenimy w denaturacie najwyżej? Naturalnie walory czysto smakowe. A jeszcze wyżej miazmaty, które wydziela. Ażeby te miazmaty wydzielić, potrzebna jest chociażby odrobina aromatu. Z tej to przyczyny do denaturatu wlewa się w proporcji 1:2:1 ciemne piwo, najlepiej ostankińskie albo Senator, i oczyszczoną politurę. Nie będę wam przypominać, jak oczyszcza się politurę, wie o tym każde dziecko (przyp aut: patrz poprzedni artykuł). Nie wiadomo dlaczego nikt w Rosji nie wie, jak umarł Puszkin – ale jak oczyszcza się politurę, wszyscy wiedzą. Krótko mówiąc, zanotujcie receptę na "Balsam Kanaański". Człowiekowi dane jest tylko jedno życie i powinien je przeżyć tak, by nie popełniać błędów w recepturze. A zatem:

  • Denaturat - 100 g
  • Ciemne piwo - 200 g
  • Oczyszczona politura - 100 g

Najpierw szybkie sprawdzenie listy składników. Politura, ciemne piwo , denaturat i oczywiście chleb. Najpierw należało starannie wymieszać i przefiltrować politurę (patrz poprzedni artykuł). Mieszałem potrząsając pojemnikiem około minutę. Do przefiltrowania około 100g politury zużyłem 4 kromki chleba każda o grubości około jednego centymetra. Wszystkie po krótkim czasie robiły się twarde i przestawały przepuszczać ambrozję. Denaturatu nie filtrowałem. Wybuchł na ten temat spór. Frans uważał że filtrowanie denaturatu to rzecz oczywista, wtórował mu Szczepan. Ja z kolei twierdziłem że skoro nie ma tego w przepisie to nie filtruję (brzytwa Ockhama ;->). Co prawda chemiczny zapach denaturatu był o wiele bardziej wulgarny niż szlachetna żywiczna woń politury. Niemniej jednak, jagodziankę cenimy właśnie za owe miazmaty. Pozostawiłem ją zatem w jej naturalnym stanie i dolałem jej 100g do politury. Na koniec wlałem 200g ciemnego piwa i odstawiłem na około 10 min., żeby się odstało.

I znów Wieniczka, z uśmieszkiem na ustach szepnął mi do ucha:
I oto macie przed sobą "Balsam Kanaański" ( zwany potocznie "czarnuchą") – płyn istotnie jest czarnobrunatnego koloru, o umiarkowanej mocy i trwałym zapachu. To właściwie nie zapach, lecz hymn. Hymn młodzieży demokratycznej. Dlatego, że w tych, którzy wypili ten koktajl, wyzwala się wulgarność i mroczne siły. Ileż razy to obserwowałem!... Żeby wyzwalanie się owych mrocznych sił choćby w minimalnym stopniu powstrzymać, mamy dwa sposoby. Pierwszy – nie pić "Balsamu Kanaańskiego", a drugi – pić zamiast niego koktajl "Duch Genewy".

Po owych dziesięciu minutach byłem już psychicznie nastawiony na degustację. Lekko całość wymieszałem i nalałem do szklanego pojemnika na świeczkę (kielonów nie było) około 50g trunku. Szykowałem się, do picia jak Małysz do skoku. Jeszcze tylko ocena koloru i bukietu. Mmmm wspaniałe. Odetchnąłem głęboko i chlust. Uuuuuu. Cóż za uczucie. Jakbym połykał rozżarzony węgiel i do tego jeszcze ten cudowny aromat modelarni. Wrażenie nie do opisania. Smaku balsamu możecie się domyślać, oglądając zdjęcia zamieszczone w artykule.

Co prawda dawka alkoholu nie była wielka, jednak dawka chemii całkiem spora. Najpierw usiadłem i przez godzinę tkwiłem w stanie dziwnego zawieszenia. To chyba właśnie te mroczne siły. Wulgarności nie zauważyłem, ale być może za mało wypiłem. W każdym razie z moich ust dobywał się zapach balsamu i co chwila mi się odbijało. W trosce o żołądek, niezwłocznie przystąpiłem do rozcieńczania piwem. Po godzinie wreszcie wyszliśmy z domu. Mój stan był podobny tyle że przestało mi się odbijać politurą. Teraz odbijało mi się samym denaturatem i żadne zagryzanie i popijanie nic nie pomagało.

Wszędzie gdzie o tym czytałem było napisane, że składniki balsamu zawierają tylko etanol. Któż to jednak może wiedzieć na pewno ? Być może producenci troszkę oszukują. W każdym razie po dwóch godzinach od wypicia, zaczęły mnie delikatnie boleć gałki oczne, od strony czaszki. Tak naprawdę przyczyny owego bólu mogły być rozmaite: kac, autosugestia, zmęczenie, dodatki smakowo zapachowe zawarte w napoju lub rzeczywiście domieszka metanolu. Nie przekonam się już bo nie skusiłem się na drugi strzał. Nie wiem zresztą czy mój żołądek by to wytrzymał. I tak dzielny z niego chłopak, skoro utrzymał jedną porcję.

W czasie kolejnych godzin wszystkie objawy ustępowały (oprócz zapachu z ust), aż pod sam koniec znów zacząłem zionąć politurą.

Po tym eksperymencie mogę stwierdzić że nasz Wieniczka musiał mieć nie byle jakie zdrowie. Przeciętny organizm średnio sobie radzi z takimi wynalazkami. Wam powiem tylko: "nie próbujcie tego w domu", a sam już zaczynam przygotowania do następnego koktajlu.

Święty  

1.   1.6.2007   12:30:44 Radosław
Tylko jedno stwierdzenie sie nasuwa mi sie po przeczytaniu tekstu: "JA PIERDOLE - pogięło Cię!". Kurwa mac - Swiety. ostatnie zdjecie dobitnie pokazuje MOC balsamu. Kurwa - az sobie raz jeszcze przeklne. Jak widze te miksture w sloiku to przypomina mi sie nasze przepychanie mojego kibla z Twojego klocka na poczatku grudnia 2006.

Ale i tak jestes mocarz. Kurwa mać!

BTW: w dykcie powinien byc sam etanol, tyle, ze robiony z jakichs dziwnych rzeczy (np. z drewna), slabo filtrowany i skazony czyms czego teoretycznie nie da sie pic (ale praktycznie mozna). O politurze wyluszczono wyczerpujaco w poprzednim artykule. Charakterystyczne zabarwienie dykty teoretycznie szkodliwe nie jest. Pisze o polskiej jagodziance. Slowacki DENATURAL moze miec inny sklad.
2.   1.6.2007   14:35:54 Szczepan Zamokły - Satanowski
Denatural był polski za 10,50 a politura francuska za 40,00. Wszystko kupione przeze mnie w warszawskiej Castoramie. Potem przemycone przez granicę. Piwo zaś było bodaj czeskie...
3.   1.6.2007   14:57:48 Radosław
No to spoko Szczepan - wynika z tego, ze wszystko na zdjeciach bylo.... jadalne (wnioskowane metoda dedukcji) - choc z marketu budowlanego.

W Leroy Merlin widzialem szklo wodne i benzyne ekstrakcyjna, ale nie polecam degustacji.
4.   1.6.2007   15:59:0 Szczepan Zamokły - Satanowski
No chleb był z TESCO...
5.   1.6.2007   19:19:56 Święty
No cóż, czego się nie robi w imię alkoholologii ;->
6.   1.6.2007   22:51:34 Frans
Nawiasem mówiąc, mogłeś Święty oszczędzić Koledze Gospodarzowi na rachunku za wodę i nie myć się przez pozostałe dwa dni - miazmaty vel "hymn młodzieży demokratycznej" i tak (delikatnie rzecz ujmując) były wyczuwalne i skutecznie zabijały smrodek trawionego rumu, zmieszanego z browarem oraz naprędce jedzonym hamenekiem.

7.   10.6.2007   23:30:59 radek (najemca mieszk
Kolega Gospodarz na szczescie nie placi za wode:)) sodomia i gomoria jak to mowia sluchacze ojca dyrektora. podziwiam kreatywnosc:) a co do pojemnika, w ktorym piles to byl sloiczek na przyprawy nie na swieczki:))
Pozdrawiam
8.   11.6.2007   19:24:32 T ę s i o r
Za wodę "ważny najomnik" nie płaci, ale sąsiedzi płacą za prąd zużyty przez czas jego palenia 3-5 razy dziennie/wieczorem przez 7 żarówek po 75 wat. Co dziwne list w tej sprawie przyszedł 6 maja, czyli w dniu naszego wyjazdu... Widziałem na własne oczy! Do tej pory nie mogę uwierzyć...
9.   13.6.2007   1:32:36 Święty
No ładnie ładnie
10.   14.6.2007   9:23:8 T ę s i o r
List był na zagiętej kartce i włożony w drzwi bodaj przez p. Kovacika, który później - 6 czerwca - skutecznie niemal uniemożliwił dostanie się do wynajmowanego przez naszego kolegę mieszkanie. Sam bym nie uwierzył, że byłem do tego zdolny, niestety Łaszek potwierdza, ale z wkurwienia wyrywałem krawężniki...
11.   14.6.2007   20:26:49 Frans
?? !??
12.   15.6.2007   14:40:27 Szczepan Zamokły - Satanowski
Tak, tak Frans, taka prawda!
13.   15.6.2007   19:42:6 Frans
O kurde, a gdzie Radek (albo my!) miałby sobie te żarówki wkręcić?
14.   16.6.2007   15:48:0 T ę s i o r
Wychodzi co wieczór parę razy na fajkę - przed blok. Żeby przejść przez klatkę i znaleźć ten głośno buczący przycisk do drzwi musi zapalić światło - przez co włącza się 7 żarówek po 75 wat na wszystkich piętrach klatki schodowej. I to tak boli słowackich sąsiadów naszego kolegi. Łaszek mieszka na parterze więc postanowiono przeprowadzić śledztwo, które miało udowodnić Jego winę i jednocześnie uniemożliwić próbę wyparcia się. Obserwowano ruch wind. Gdy światło włączało się a nikt nie korzystał z windy wiadomo było, że wynajmujący mieszkanie na parterze budynku przy Kriznej Polak uprawia swój niecny proceder...
15.   16.6.2007   16:13:13 Frans
Aaaa, w tym rzecz... Myślałem sobie, że cała sprawa dotyczy:
a) nas, gości, przebywających na Kriżnej w dniach 2-6 maja;
b) zużycia energii elektrycznej w mieszkaniu prywatnym (choć wynajmowanym) tamże.

Skoro tak, to w ramach oszczędzania wspólnego prądu Radek może zacząć palić w windzie, światło w kabinie pali się chyba cały czas, prawda?