01-08-2007 Szczepan Zamokły Satanowski
 

1 VIII, 17:00

Pamiętam jak czytałem „Kamienie na szaniec”. Wypieki, jakie miałem wtedy na twarzy powtarzały się może później przy okazji chorób i gorączki. Już nigdy z powodu książki. Podstawa do głębokiej psychoanalizy: Co takiego było na kolejnych stronach, że przygody opisywane przez Karola Maya były przy tym jak Koziołek Matołek przy Herkulesie?

Czemu ja, osoba, która ma silne poczucie niezależności, niezdyscyplinowania wręcz, za swoich bohaterów uznała członków Szarych Szeregów i Armii Krajowej? Dziś po raz piąty z kolei patrzyłem z zadumą jak rozpędzone miasto staje. Oczywiście każdy widzi to co chce. Można dostrzec zagubionych kutasów w garniturach i pretensjonalne paniusie w stylu bizneswoman, jak zdezorientowane jedno z drugim patrzy po sobie i zastanawia się czy w Ameryce nastąpił kolejny atak, a może niespodziewanie zmarł kolejny papież. Jeszcze gorsze są osoby, które zdają się zdradzać irytacje z powodu tego, że muszą postać kilkanaście sekund w skupionym mieście, które za nic ma ich najważniejsze przecież zakupy, czy spotkanie biznesowe. Nie zmienia to jednak faktu, że w swej masie miasto, przecież w większości złożone z nie-Warszawiaków, najbardziej nie lubiane miasto w Polsce, zamiera i oddaje hołd:

  • 21 tysiącom poległych w walce
  • 200 tysiącom ofiar śmiertelnych spośród ludności cywilnej
  • 24 tysiącom rannych
  • ponad 600 tysiącom wypędzonym z Warszawy w trakcie całego Powstania.

(oczywiście wikipedia podaje inne liczby).

Nie łatwo dzisiaj ocenić postawę pokolenia naszych dziadków i pradziadków. W ogóle chyba lepiej unikać oceny minionych pokoleń, jak mówił Benedykt XVI, skoro nie zna się tamtych realiów, wyborów i dramatów z tym związanych. Mówię o ocenie decyzji, nie samej walki – ta zasługuje na podziw i uznanie.

Czy Powstanie miało sens i czy do Powstania musiało dojść? Bardzo trudne pytanie. Wręcz dramatyczne! Właśnie to pytanie pojawia się najczęściej przy okazji kolejnych rocznic. Zauważyliście, że lata PRL-u wyniosły to pytanie do rangi kanonu? Można niejednokrotnie spotkać osobę, która nie wie ile trwała walka powstańcza, nie potrafi wymienić ani jednej osoby związanej z Powstaniem, więcej: nie zna jakiekolwiek szczegółu, ale z miną i tonacją mędrca zadaje dyżurne pytanie: „Czy Powstanie miało sens?”

Otóż przez ledwo ponad pół roku do końca wojny, jaki upłynął od kapitulacji Powstania i niespełna trzy lata jakie minęły aż reżym z sowieckim rodowodem rozplugawił się u nas na dobre. Powstanie obrosło taką legendą, że przemilczanie go, jak w wypadku Katynia, bądź przekłamanie, jak w wypadku podziemia powojennego, nie miało najmniejszych szans powodzenia. Łatwiej było zadawać do znudzenia pytanie o sens. Bombardowane tym pytaniem pokolenie naszych rodziców, słysząc ciche podszeptywanie odpowiedzi negatywnej (przykładem może być chociażby ostatnia - mimo wszystko piękna - scena, w najsłynniejszym do lat 70-tych polskim filmie: „Kanał” A. Wajdy) musiało w naturalny sposób dojść do stwierdzenia, że nie, że nie było warto, że nic nie usprawiedliwia największej w dziejach świata hekatomby beznadziejnej walki. Gdyby nasi rodzice udzielili sobie innej odpowiedzi nie mogliby w spokoju budować Polski Gierka. Musieliby z nią walczyć bądź przynajmniej kontestować. Nie mówię tego z wyrzutem! Sam bym pewnie tak myślał gdybym żył większość życia w niewoli. Na dodatek pokolenie dzieci bardzo często odrzuca ideały poprzedniego pokolenia. Historia, magistra vitae, zna bez liku takich przypadków. Skoro sami Polacy odrzucili Powstanie, odrzucił i je – zafascynowany nim wcześniej – świat. Okładki amerykańskich gazet i strony historycznych magazynów zajęło inne warszawskie powstanie: powstanie w getcie, dla upamiętnienia którego zrobiono tak wiele, że trudno sobie wyobrazić by można jeszcze więcej.

Historia pokazuje też, że ideały które odrzucają rodzice przejmują od swych dziadków wnuki. Czy tak się stanie i tym razem i czy jeśli tak się stanie wyjdzie to nam na dobre? Czas pokaże. Jedno wydaje mi się być pewne. Tak, czy inaczej oceniane Powstanie warto przywrócić naszej pamięci, a następnie pamięci innych.

Warszawie w roku 2000

  • Anno ab urbe destructa
  • Quinquagesimo sexto
  • Wspomni Cię w gronie młodych
  • Starzec, dzisiejsze dziecko,
  • Wspomni cię, łachmaniarko,
  • I - niepojęty - zapłacze:
  • Że nie będzie świetniejszej
  • Od tej strasznej, żebraczej,
  • Od pogryzionej, garbatej,
  • Od przyklękłej nad sobą,
  • Przystrojonej jak w kwiaty
  • Ołtarzy kową żałobą...
  • Na pięknie odbudowaną
  • Popatrzy obojętnie,
  • Położy palec na ustach
  • I - niepojęty - klęknie.
  • Anno ab urbe destructa
  • Quinquagesimo sexto -
  • I w trzecim tysiącleciu,
  • I w czwartym tysiącleciu,
  • I wierzcie, potomni! - po wieczność.

Julian Tuwim

PS. Pod koniec wojny Warszawa zniszczona była w 90 proc. Niektóre dzielnice w 99 proc.

Szczepan Zamokły Satanowski  

46.   17.8.2007   10:39:46 Szczepan Zamokły - Satanowski
Dobra, zachowajmy proporcje. Nienacki to nie Henoch. To po pierwsze. Ale porównanie komunizmu i okoliczności tworzenia w jego warunkach przez niektórych artystów do chrześcijaństwa to albo prowokacja, albo po prostu postmodernistyczny bełkot.

Zbawiciel to nie Jezus tylko Syn Boży. Może gdybyś pogłębił swoją wiedzę - warto znać poglądy przeciwnika ;) - to dowiedziałbyś się, że Jezus był tak samo człowiekiem jak Bogiem. Ani torchę bardziej Bogiem ani trochę bardziej człowiekiem. Trudno mi się z tym pogodzić, że kiedy cierpiał na krzyżu to nie tak po ludzku albo jak przemieniał Krew w Wino to nie tak po Bosku, ale Urząd Nauczycielski Kościoła to jasno stwierdza. Można więc, w granicach rozsądku, dywagować czy Jezus, w swej ludzkiej naturze odczuwał ludzkie i uznawane przez Kościół za naturalne odruchy takie jak popęd czy pożądanie. Nie mniej jednak w literackich i filmowych fantazjach o życiu Jezusa, takich jak "Ostatnie kuszenie..." chodzi nie o to ile - brzydko i brutalnie mówiąc - dzieci narbił Jezus tylko o to, że nie wstąpił do nieba. A to już jest sprzeczne jak ałała z "Credo".

Wiem, że nasza rozmowa jest trudna. To kwestia wartości. Wywodzimy ją z innych źródeł. Nie mniej jednak na pewno coś przynosi i Tobie i mnie. Nie pisz jednak definitywnie, że Kościół nie przetrwał próby czasu bo szargasz w ten sposób niezaprzeczalny fakt, że to jakoś jedyna instytucja, która łączy starożytność z teraźniejszością - przez wszystkie epoki. Kościół to mistyczne Ciało Chrystusa, jakże mogłoby się rozpaść?

PS. Muzyka z "Ostatniego kuszenia..." bardzo mi się podobała. Kiedy spowiadałem się kiedyś z oglądania tego filmu spowiednik powiedział mi, że czymże byłaby nasza wiara, jeśli miałaby ją zachwiać historia, w której Jezus nadal jest postacią pełną miłości.
47.   17.8.2007   11:16:14 matk off
O ile dobrze pamiętam - wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi. Jezus Chrystus, Budda - to przybysze z wyższych wymiarów, z wymiarów idei. Chcieli przekazać swoje przemyślenia nam - małym dzieciom. Osiągnęli poziom doskonałości więc wskazują innym jak można dojść do tego poziomu. Można poprzez nauki Chrystusa, można poprzez nauki Buddy. Skoro miłość (w chrześcijaństwie) i współczucie każdej istocie ( w buddyzmie) są najwyższymi wartościami - znaczy to że Istoty te osiągnęły Oświecenie, zjednoczenie z Bogiem i poprzez swoją naukę realizują się teraz na innym polu. Myślę że bardzo się zdziwimy kiedy po śmierci odkryjemy że tak naprawde nie wykonaliśmy żadnego ruchu - tkwimy cały czas w miejscu. Dlatego potrzebne jest przewartościowanie. Zbawienie ludzkości jest mitem - każdy zbawia się sam. jest nieskończenie wiele poziomów samorealizacji i dążenia do doskonałości. Zdziwią się niektórzy gdy po "śmierci" okaże się że jesteśmy ciągle tymi samymi istotami, próbującymi poprzez kolejne wcielenia - dążyć do doskonałości. Człowiek niczego innego nie potrzebuje jak samorozwoju duchowego. Przecież ani Bóg ani Chrystus nie tego nie potrzebuje. Robią to dla Nas - tylko i wyłącznie nie oczekując niczego w zamian. Spójrzmy prawdzie w oczy i stańmy nie przed Bogiem - ale sami przed sobą! Jesteś szczęśliwy? Tak? To nie potrzebny Ci Kościół. Jeżeli czujesz że nie masz sobie nic do zarzucenia - pięknie odrobiłeś lekcje - Jesteś już na wyższym poziomie. Przed nikim nie musisz się tłumaczyć. JEżELI CZUJESZ SIę NIESZCZęśLIWY - TO ANI PAPIEż ANI SYN BOżY CIE NIE USZCZęśLIWI! MUSISZ ZROBIć TO SAM! NIEWAżNE CZY W OPARCIU O BIBLIę, CZY O INNą śWIęTą KSIęGę. JEżELI MYśLISZ żE KTOś INNY CIę ZBAWI, BąDź ODDA ZA CIEBIE żYCIE - UCIEKASZ PRZED ODPOWIEDZIALNOśCIą, ODPOWIEDZIALNOśCIą BYCIA SZCZęśLIWYM NA TEJ ZIEMI I DAWANIA SZCZęśCIA INNYM LUDZIOM. NICZEGO INNEGO NIE POTRZEBUJESZ NA TEJ ZIEMI TAK JAK TEGO żE MASZ BYć SZCZęśLIWY!
PS. porównanie komunizmu do chrześcijaństwa spełniało tylko JEDEN warunek - chodziło o to że nie ma czegoś takiego jak uniwersalizm a ludzie żyją w takich warunkach w jakich się rodzą. W żadnym wypadku nie chodziło o porównywanie całościowe - bo to jest bez sensu.
48.   17.8.2007   14:5:22 Radosław
W moim porównaniu prozy schyłku PRL z apokryfami chodziło tylko o to, że byc może nasz kochany łódzko-mazurski obrazoburczy pisarz czerpał motywy z rzeczonego Henocha, albo sam coś podobnego wymyślił - co przecież jest możliwe.
49.   17.8.2007   17:25:1 Szczepan Zamokły - Satanowski
Szczęście... Coż to jest szczęście... Wszak liczy się tylko zbawienie duszy mojej i zwycięswo prawdziwe Kościoła Świętego :)


I Polska, która "winna trwać wiecznie" :)))
50.   17.8.2007   17:27:23 Szczepan Zamokły - Satanowski
Tzn. Twojej duszy zbawienie też się liczy. Jeszcze bardziej niż mojej. Każdej duszy zbawienie! Potrzeba nam wielu, wielu dusz!!! Jak najwięcej! Wiele jest serc, które czekają...