29-05-2006 Matryca Matkowski
 

I co z tego?

I co z tego moi mili, że się jakoś to wszystko kręci skoro i tak chujnia wynika. Nie chcę być tutaj źle zrozumiany, może tylko czasem chciałbym napisać coś co i tak skutku nie przyniesie i pożyteczne też wcale nie musi być (ten sposób pisania zamierzony, świadomy przybliża Ci czytelniku ten pieprzony burdel jaki czasem i Ty w głowie masz — np. mógłby ktoś zapytać skąd u mnie ta skłonność do inwersji, czy nie powinno być raczej ''Ty masz w głowie''; więc oczywiście, na pewno, śmiało podkreślam, że w dupie to mam i tak ma być). Sprawa podstawowa na dzisiaj, to jak u góry ''I co z tego''. Wiele mamy w sobie i wokół siebie, kogoś lub czegoś, co nam w ogóle zwisa i chcielibyśmy (tego, tą, to...) jak najszybciej zakończyć i więcej styczności nie mieć. Co z tego, że kogoś (coś) było w naszym życiu, co z tego, że się skończyło, co z tego że jakieś nowe musi się zacząć? Ile procent Nas w starym, które było, a ile w nowym, które nadejdzie? Jak mierzyć taki wskaźnik, czy to jest w ogóle możliwe i czy potrzebne? Nie jesteśmy przecież, na chuja Świętego Ojca Dyrektora, jakimiś (chciałoby się rzec ''pierdolonymi'' — ale to zbyt prosty epitet, więc go nie użyję) zegarkami rzeby (za to jakiś perfidny ortograf na pewno ubarwi text) nad takimi sprawami się nie zastanawiać. Przetwarzamy sobie za to często za pomocą ''zwisamito'' w łepetynie i już spokojni przystępujemy do równie chujowych zajęć umysłowych. Gimnastykować się, czy się nie gimnastykować — i wcale nie chodzi o jakiś jebany układ ćwiczeń ruchowych. Może by tak przystopować, a może się bardziej zastanowić — nic się nie zmienia to nie warto się zastanawiać — zmienia się to po co wracać do starego — Co z tego?

Czasami coś z czegoś wynika za późno, szczególnie ostro z powodu naszej durnoty. I co z tego? — przecie nasza durnota jest taka szczera, taka prawdziwa, taka swojska — że ciężko byłoby na duszy, gdyby nic z niej nie wynikało. Ktoś tam jednak próbuje do czegoś dojść i coś z czymś porównać — coś mu tam z czegoś wynika i potem próbuje o tym powiedzieć, czy napisać. Mamy taką skłonność i tyle. Oczywiście, że nic z powyższego nie wynika — nawet dla mnie. Jest interesujące, dlaczego można pisać takie wypociny, w takim samym stopniu jak np. po co jechać na Mistrzostwa Świata, a jednak analizujemy tzw. ''Życie'', tak samo jak jedziemy do Niemiec — nie wiadomo dlaczego i po co. Przykre to niestety, ale przynajmniej prawdziwe.

Do tzw. Rzeczy istoty: Czasami końca nie widać w tym szczególnie co nas przeraża ogromem ciężaru swego (zwane najczęściej ''pracą'' lub wymiennie ''rzyganiem po jabolu''). Drogi czytelniku ja tutaj naprawdę poezji nie zamierzam bynajmniej uprawiać! Dajmy spokój! KURWAJEBANA — o i już lepiej! Tak jest! Wcale nie zamierzam być tutaj w najmniejszym stopniu poprawny! Skoro stres rzuca ci się na zwoje i zaczyna je prostować w takim tempie, że nawet nie jesteś w stanie odtworzyć tego co chciałeś przed chwilą oznajmić — nie czekaj! Masz początki Alzheimera? To tylko stres, nie przejmuj się, co z tego? Sam już nie wiesz co jest do chuja grane? Co z tego — to tylko stres!

Nie daj Boże gromadzić w sobie tego jadu zżerającego twoją ostatnią komórkę mózgową.!

Dosyć tych przykrych dla języka polskiego sloganów rodem z partii których nie wymienię, chociaż wszyscy wiemy że chodzi zarówno o tego debila jak i tamtego kretyna mniej więcej. (A może, panie Tomku, udałby się pan na zasłużony, dwutygodniowy odpoczynek — wtajemniczeni wiedzą gdzie). Wcale nie mam zamiaru kończyć, o nie!
Najważniejsze: nie należy przesadzać, lub jak kto woli naginać prawdy. Co komuś z czegoś kłamstwem podszytem. Racja może i..., ale często właśnie mamy kłopoty z oceną i kłamstwo zastępujemy namiastką prawdy. ''O co temu schujałemu kretynowi chodzi i czy czasem zwarcie nie powstaje w jego centralnym układzie nerwowym?'' — tak próbuję wczuć się w waszą sytuację, gdy usiłujecie czytać to gówno. Opamiętajcie się — poniżej będą znajdować się słowa, na które sam gwarancji nie mam — czy są zgodne z czymkolwiek w ogóle. (A może jednak trochę poezji najpierw?:

'' Szedł, jak chuj krętą drogą
Choć wydawało się że nie
Gdy inni już nie mogą
On dowiaduje się: co, gdzie
Wypierdoli się niedługo
Straci w sobie całą chęć,
Przejdzie na stronę drugą
I zjebany pogrzeb będzie mieć''

Bardzo współczuję tym, którzy do tego miejsca dotrwali — zgodnie z obietnicą miał być fajny przerywnik, a wyszło jak powyżej ('' jak powyżej'' to najchujowsza bluzga jaka mi na myśl obecnie przychodzi). Reasumując: jak zwykle nie przeczytaliście nic wartościowego, ani ja nic wartościowego nie napisałem. Cóż... Do następnego!
(Mam na tyle przyzwoitości, że nic już po ''wierszyku'' nie napiszę jednak).

Matryca Matkowski  

1.   4.10.2006   0:6:57 Hasior
Pierdolic to rowniez!