346.   30.3.2007   21:34:28 mat
Hmmm prawda jest gdzieś po środku mie sie zdaje. Otóż skoro Bóg jest wszystkim to jest także nami. Dlatego nie wiadomo do końca jak to wszystko się dalej potoczy bo skoro Podzielił sie władzą, Samym Sobą z takimi jak my? Bóg może istnieć, i może nie istnieć - cały dylemat sprowadza się do tego żeby nie szukac tzw obiektywnej prawdy bo jej nie ma. To my stanowimy o tym czy On jest czy nie - ponieważ jesteśmy wolni. A piekło to nie jest, wydaje mi się, ogień piekielny - tylko jest to zagłada wszystkich, nie wykluczając w tym Boga! I wcale nie rozumiem miłosierdzia bożego w ten sposób co Ojciec tylko niestety to miłosierdzie zależy od człowieka i w tym problem. To jest jak z Korczakiem (ciągle to tylko moje przemyślenia, hipotezy) - poszedł ze swoimi dziećmi na śmierć - i tak pójdzie Bóg jeżeli my tak zdecydujemy ( a my wraz z nim)! Człowiek już raz zabił Boga na krzyżu - zmartwychwstał i pokazał że moze wszystko. Ale jeżeli zabijemy Go po raz drugi, setny i tysięczny - to pewnie stwierdzi że to wszystko bez sensu i juz nie zmartwychwstanie a my wraz z Nim. To my współdecydujemy o swoim dalszym istnieniu i dajemy swiadectwo Bogu. Dopóki piłka w grze...
347.   30.3.2007   21:52:10 Święty
"Hmmm prawda jest gdzieś po środku mie sie zdaje. Otóż skoro Bóg jest wszystkim to jest także nami."

I z tym się zgadzam.

"To my stanowimy o tym czy On jest czy nie - ponieważ jesteśmy wolni. A piekło to nie jest, wydaje mi się, ogień piekielny - tylko jest to zagłada wszystkich, nie wykluczając w tym Boga!"

A z tym nie. Bo co robił bóg gdy nas nie było ?
Czy jego też nie było ?
Można przyjąć że jesteśmy podzbiorem Boga i to jest zgodne z pierwszym cytatem. Naiwnością jest jednak sądzić że my jako ludzkość obejmujemy jakąś znaczącą część naszego zbioru nadrzędnego, czyli Boga.

Poza tym co to za Bóg jeżeli jest zniszczalny ?
Ponadto nie ma sensu w takich rozważaniach posługiwanie się czasem linearnym. Mam na myśli pojęcia typu wcześniej/później. Jak wynika z fizyki takie coś nie istnieje i wynika tylko z upośledzenia naszej percepcji.

Ponadto przypuszcza się (są pewne teorie ale brak jeszcze dowodów eksperymentalnych), że czas na bardzo małych odległościach w ogóle nie istnieje. To samo dzieje się z przestrzenią.

Wiem że trudno to sobie wyobrazić. Tym bardziej że praktycznie od zawsze mamy tylko klasyczną intuicję świata. Nawet newton nie wniósł do tej sprawy zbyt wiele (choć jego dorobek trudno przecenić). Dopiero koniec XIX i początek XX wieku obróciły wszystko do góry nogami. To właśnie wtedy odrzucono wyuczoną fałszywą intuicję i powstała teoria względności i mechanika kwantowa. Te dwie gałęzie fizyki na zawsze odmieniły nasz obraz świata, który choć nadal zupełnie nie kompletny, okazał się o wiele bardziej intrygujący niż przypuszczano.
348.   6.4.2007   19:49:39 Święty
A to ci spokój.
Mam nadzieję że to cisza przed burzą.
349.   14.4.2007   17:20:54 matół
Dzisiaj zmarł mój stary - dziwnie sie czuję
350.   14.4.2007   23:29:58 matół
No i jeszcze o tej porze dalej jest mi bardzo nieswojo..
351.   14.4.2007   23:52:26 Święty
Sory za standardową gadkę, ale nie wiem co powiedzieć.
Ostatnio kostucha cudem ominęła mojego starego.
Nie wiem jak to jest gdy stary umiera. Wiem za to jak to jest gdy umiera bardzo bliska osoba. Z reguły stary to jest ktoś kto chce żeby jego dziecku było lepiej niż jemu. Nie zawsze to się udaje. Starego z reguły się nie docenia, tak jak nie jest się docenianym przez starego.
Nieważne to, wiadomo że stary nas kocha i my kochamy starego. Chodzi o to że teraz trzeba się poważnie zastanowić nad przyszłym życiem. Nad jego koleją.
Pewnym prawem natury jest następstwo pokoleń. Trzeba to dobrze przemyśleć i dobrze postępować.

Nie wiem matoł co ci powiedzieć. Zapewne coś jeszcze napiszę. Parę dni temu mój stary otarł się o śmierć. Mam dużo przemyśleń na ten temat coś jak światy alternatywne. Może w innych światach mój stary nie żyje.

Nie wiem, w każdym razie szczerze współczuję...
352.   15.4.2007   13:54:18 matoł
Kurwa mać - najgorsze że nikt nie ma odwagi powiedzieć tego babci - jego mamie. Cały czas pyta "co tam w szpitalu słychać?". Ja kłamie jak z nut cały czas - pytanie jak długo? Ona ma 90 lat prawie a taki wstrząs - nie chcę nawet myśleć... Soryy że tak zawracam głowe ale jak myślicie - kłamać w nieskończoność?
353.   15.4.2007   17:10:13 Frans
Matryca, przyjmij proszę ode mnie kondolencje.

I przepraszam za ten wczorajszy telefon. Oczywiście nie wiedziałem wtedy o tym co Ciebie spotkało, ale i tak jest mi niewymownie głupio - przed Tobą i Twoją mamą. Przepraszam.
354.   15.4.2007   17:14:13 Frans
Pieprzona ironia losu, myśmy wczoraj pili zdrowie i radowali się z przyjścia na świat nowego człowieka - dziecka Ewy, piotrkowej siostry - a w tym samym czasie u Was śmierć i żałoba...
355.   15.4.2007   17:39:17 matoł
Własnie wychodze bo udaje przed babcią że do starego do szpitala jade.. albo jestem jebnięty juz całkiem albo nie wiem co. W sumie to chyba śmiać mi sie chce troche nawet
356.   16.4.2007   19:3:11 Święty
Pamiętam jak umarł Dziadek i nie chcieliśmy mówić mojej siorze. Ona była wtedy w ciąży i chcieliśmy oszczędzić jej wstrząsów. Przez parę dni przygotowaliśmy ją na śmierć Dziadka, która była już faktem. Mówiliśmy że jest ciężko i z każdym dniem się pogarsza, więc trzeba liczyć się z najgorszym. Wyszło całkiem nieźle i radzę ci zrobić z Babcią to samo.
357.   16.4.2007   19:45:8 matół
Właśnie robie to samo - mijemy nadzieje że to skuteczny sposób(:
358.   17.4.2007   8:20:0 matół
Masakra w Stanach - tego to juz chyba za wiele...
359.   17.4.2007   12:30:29 Święty
No cóż. Głównym podejrzanym jest chyba ich wspaniały system edukacji. Nie wiadomo tylko który element. A może całość ?

Ciekawe co poszło nie tak. Będą się długo zastanawiać, a jeszcze dłużej odkręcać.
360.   18.4.2007   19:24:9 matoł

De Morte Prologus
Gospodzinie Wszechmogący,
Nade wszytko stworzenie więcszy,
Pomoży mi to działo słożyć,
Bych je mogł pilnie wyłożyć,
Ku Twej fały rozmnożeniu,
Ku ludzkiemu polepszeniu!

Wszytcy ludzie, posłuchajcie,
Okrutność śmirci poznajcie!
Wy, co jej nizacz nie macie,
Przy skonaniu ją poznacie,
Bądź to stary albo młody,
Żadny nie ujdzie śmiertelnej szkody;
Kogoli śmierć udusi,
Każdy w jej szkole być musi;
Dziwno się swym żakom stawi,
Każdego żywota zbawi.
Przykłąd o tem chcę powiedzieć,
Słuchaj tego, kto chce wiedzieć!

Polikarpus, tak wezwany,
Mędrzec wieliki, mistrz wybrany,
Prosił Boga o to prawie,
By uźrzał śmierć w jej postawie.
Gdy się moglił Bogu wiele,
Ostał wszech ludzi w kościele,
Uźrzał człowieka nagiego,
Przyrodzenia niewieściego,
Obraza wieimi skaradego,
Łoktuszą przepasanego.
Chuda, blada, żołte lice
Lści się jako miednica;
Upadł ci jej koniec nosa,
Z oczu płynie krwawa rosa;
Przewiązała głowę chustą,
Jako samojedź krzywousta;
Nie było warg u jej gęby,
Poziewając skrzyta zęby;
Miece oczy zawracając,
Groźną kosę w ręku mając;
Goła głowa, przykra mowa,
Ze wszech stron skarada postawa —
Wypięła żebra i kości,
Groźne siecze przez lutości.
Mistrz widząc obraz skarady,
Żołte oczy, żywot blady,
Groźne się tego przelękną!,
Padł na ziemię, eże steknął.
Gdy leżał wznak jako wiła,
Śmierć do niego przemowiła:
— Czemu się tako barzo lękasz?
Wrzekomoś zdrow, a [w]żdy stękasz!
Pan Bog tę rzecz tako nosił,
Iżeś go o to barzo prosił,
Abych ci się ukazała,
Wszytkę swą moc wzjawiła;
Otoż ci przed tobą stoję,
Oglądaj postawę moje:
Każdemu się tak ukażę,
Gdy go żywota zbawię.
Nie [lę]kaj się mię tym razem,
Iż mię widzisz przed obrazem;
Gdy przyde, namilejszy, k tobie,
Tedy barzo zeckniesz sobie:
Zableszczysz na strony oczy,
Eż ci z ciała pot poskoczy;
Rzucęć się, jako kot na myszy,
Aż twe sirce ciężko wdyszy.
Otchoceć się z miodem tarnek,
Gdyć przyniosę jadu garnek —
Musisz ji pić przez dzięki;
Gdy pożywiesz wielikiej męki,
Będziesz mieć dosyć tesnice,
Otbędziesz swej miłośnice.
Ostań tego wszech, tobie wiele,
Przez dzięki cię z nią rozdzielę.
Mow ze mną, boć mam działo,
Gdy o się ze mną mowić chciało;..

Magister respondit:
Mistrz przemowił wielmi skromnie:
Lęknąłem się, eż nic po mnie.
Ta mi rzecz barzo niemiła,
Iżeś mię tako postraszyła;
By była co przykrego przemowiła,
Zerwałaby się we mnie każda żyła;
Nagle by mię umorzyła
I duszę by wypędziła.
Proszę ciebie, ostąp mało,
Boć nie wiem, coć mi się stało:
Mgleję wszytek i bladzieję.
Straciłem zdrowie i nadzieję;
Racz rzucić od siebie kosę,
Ać swoję głowę podniosę!

Mors dicit:
Darma, mistrzu, twoja mowa,
Tegom ci uczynić nie gotowa;
Dzirżę kosę na reistrze,
Siekę doktory i mistrze,
Zawżdy ją gotową noszę,
Przez dzięki noclegu proszę.
Wstań ku mnie, możesz mi wierzać,
Nie chcęć się dzisia zniewierzać!

Wstał mistrz jedwo lelejąc się,
Drżą mu nogi, przelęknął się.

Magister dicit:
Miła Śmierci, gdzieś się wzięła,
Dawno liś się urodziła?
Rad bych wiedział do ostatka,
Gdzie twoj ociec albo matka.

Mors dicit:
Gdy stworzył Bog człowieka,
Iżby był żyw eż do wieka,
Stworzył Bog Jewę z kości
Adamowi ku radości.
Dał jemu moc nad źwierzęty,
By panował jako święty;
Podał jemu ryby z morza
Chcąc go zbawić wszego gorza;
Polecił mu rajskie sady
Chcąc ji zbawić wszej biady.
To wszytko w jego moc dał,
Jedno mu drzewo zakazał,
By go owszejki nie ruszał
Ani się na nie pokuszał,
Rzeknąc jemu: "Jedno ruszysz,
Tedy pewno umrzeć musisz!"
Ale zły duch Jewę zdradził,
Gdy jej owoc ruszyć radził.
Ewa się ułakomiła,
Śmiałość uczyniła;
W ten czas się ja poczęła;
Gdy Ewa jabłko ruszyła;
Adamowi jebłka dała,
A ja w onem jebłk[u] była.
Adam mię w jebłce ukusił,
Przeto przez mię umrzeć musił;
W tem Boga barzo obraził,
Wszytko swe plemię zaraził.

Magister dicit:
Mila Śmirci, racz mi wzjewić,
Przecz chcesz ludzie żywota zbawić,
Czemu twą łaskę stracili.
Zać co złego uczynili!
Chcem do ciebie poczty nosić,
Aby się dała przeprosić;
Dał bych dobry kołacz upiec,
Bych mogł przed tobą uciec.

Mors dicit:
Chowaj sobie poczty swoje,
Rozdrażnisz mię tyle dwoje!
W pocztach ci ja nie korzyszczę,
Wszytki w żywocie zaniszczę.
Chcesz li wiedzieć statecznie,
Powiem tobie przezpiecznie:
Stworzyciel wszego stworzenia
Pożyczył mi takiej mocy,
Bych morzyła we dnie i w nocy.
Morzę na wschod, na południe,
A umiem to działo cudnie;
Od połnocy do zachodu
Chodzę nie pytając brodu
Toć me nawięcsze wiesiele,
Gdy mam morzyć żywych wiele;
Gdy się jimę z kosą plęsać,
Chcę jich tysiąc pokęsać.
Toć jest mojej mocy znamię —
Morzę wszytko ludzskie plemię:
Morzę mądre i też wiły,
W tym skazuję swoje siły;
I chorego, i zdrowego,
Zbawię żywota każdego;
Lubo stary, lubo młody,
Każdemu ma kosa zgodzi;
Bądź ubodzy i bogaci,
Szwytki ma kosa potraci;
W[o]jewody i czestniki,
Wszytki świecskie miłostniki,
Bądź książęta albo grabie,
Wszytki ja pobierze k sobie.
Ja z krola koronę semknę,
Za włosy j i pod kosę wemknę;
Też bywam w cesarskiej sieni,
Zimie, lecie i w jesieni.
Filozof y i gwiazdarze,
Wszytki na swej stawiam sparze —
Rzemieślniki, kupce i oracze,
Każdy przed mą kosą skacze;
Wszytki zdradźce i lifniki
Zostawię je nieboszczyki.
Karczmarze, co źle piwa dają,
Nie często na mię wspominają;
Jako swe miechy natkają,
W ten czas mą kosę poznają;
Kiedy nawiedzą mą szkołę,
Będę jem lać w gardło smołę.
Jedno się poruszę,
Wszytki nagle zdawić muszę:
Naprzod zdawię dziewki, chłopce,
Aż się chłop po sircu smiekce.
Ja zabiła Golijasza,
Annasza i Kaifasza;
Ja Judasza obiesiła
I dwu łotru na krzyż wbiła;
Alom kosy naruszyła,
Gdym Krystusza umorzyła,
Bo w niem była Boska siła.
Ten jeden mą kosę zwyciężył,
Iż trzeciego dnia ożył...
Duchownego i świecskiego,
Zbawię żywota każdego,
A każdego morzę, łupię,
O to nigdy nie pokupię:
Kanonicy i proboszcze
Będą w mojej szkole jeszcze,
I plebani z miąszą szyją,
Jiżto barzo piwo piją,
I podgardłki na pirsiach wieszają;
Dobre kupce, roztocharze
Wszytki moja kosa skarze;
Panie i tłuste niewiasty,
Co sobie czynią rozpasty,
Mordarze i okrutniki,
Ty posiekę nieboszczyki;
Dziewki, wdowy i mężatki
Posiekę je za jich niestatki;
Szlachcicom bierzę szypy, tulce,
A ostawiam je w jenej koszulce;
Żaki i dworaki,
Ty posiekę nieboraki;
Wszytki, co na ostre gonią,
Biegam za nimi z pogonią;
Kto się rad ku bitwie miece,
Utnę mu rękę i piece,
Rozdzielę ji z swoją miłą,
A ostawię ji prawym wiłą;
Chcę mu sama trafić włosy,
Iże zmieni głosy...
Morzę sędzię i podsędki,
Zadam j im wielikie smętki.
Gdy swą rodzinę sądzą,
Często na skazaniu błądzą;
Ale gdy przydzie sąd Boży,
Sędzia w miech piszczeli włoży —
Już nie pojedzie na roki,
Czyniąc niesprawnie otwłoki,
Co przewracał sądy wierne,
Bierząc winy nieumierne,
Bierząc od złostnikow dary,
Sprawiając jich niewiery —
To wszytko będzie wzjawiono
I ciężko pomszczono. (...)
Jen ma grody i pałace,
Każdy przed mą kosą skacze;
By też miał żelazna wrota,
Nie ujdzie ze mną kłopota.
Wszytki sobie za nic ważę,
Z każdego duszę wydłażę:
Stoić za mało papież
I naliszszy żebrak takież,
Kardynali i biskupi —
Zadam jim wielikie łupy,
Pogniatam ci kanoniki,
Proboszcze, sufragany,
Ani mam o to przygany;
Wszytki mnichy i opaty
Posiekę przez zapłaty.

Dobrzy mniszy się nic boją,
Ktorzy żywot dobry mają;
Acz mą kosę poznają,
Ale się jej nie lękają;
To wszytlkim dobrem pospolno —
Jidą przed mą kosą rowno,
Bo dobremu mało pbici,
Acz umrze, nic nie straci:
Pozbędzie świecskicj żałości,
Pojdzie w niebieskie radości;
Prosty mnich w niebo ciągnie,
A żadny mu nie przeciągnie;
Wziął od wszytkich wzgardzenie,
Świeczszczy mu się naśmiewali,
Za prawego ji wiłę mieli;
Ale gdy przydzie dzień sądny,
Gdzie się nic skryje żadny,
Uźrzą mądrzy tego świata,
Iż dobra boska odpłata;
Chowali tu żywot swoj ciasno,
Albo jich sirca nad słońce jasno;
Jidą w niebieskie radości,
A nie w piekielne żałości.
Co nam pomogło odzienie
Albo obłudne jimienie,
Cośmy się w niem kochali,
A swe dusze za nie dali?
Przeminęło jak obłoki,
A my jidziem przez otwłoki.
Jinako morzę złe mnichy,
Ktorzy mają zakon lichy,
Co z klasztora uciekają,
A swej wolej pożywają.
Gdy mnich pocznie dziwy stroić,
Nikt go nie może ukoić;
Kto chce czynić co na świecie,
Zły mnich we wszytko się miece.
Jestli wsiędzie na szkapicę,
Wetknie za nadrę kapicę,
Zawodem na koniu wraca,
A często kozielce przewraca.
Kiedy mnich na koniu skacze,
Nie weźrzałby na nalepsze kołacze;
Umaże się jako wiła,
Wżdy mu ta rzecz barze miła.
Gdy piechotą jimie biegać,
Muszę mu naprzod zabiegać.
Azaż ci ji czarci niosą,
Jedwo ji pogonię z kosą!
Nie dba, iż go kijem biją,
Zawod biega z krzywą użyją;
A drugdy mu zbiją plece,
A wżdy się w niem coś złego miece —
A wżdy za niem biegać muszę,
Aż z niego wypędzę duszę.
Mowię to przez kłamu wierę,
Dam ji czartom na ofierę.
Kustosza i przeora
Wezmę je do swego dwora;
Z opata sejmę kapicę,
Dam komu na nogawicę;
Z skaplerza będą pilśnianki,
Suknia będzie pachołkom na lanki;
Odejmę mu torłop kun i,
A nie wiem, gdzie się okuni;
Odejmę mu kożuch lisi
I płaszcz, co nazbyt wisi.
Koniecznie mu sejmę infułę
I dam za szyję poczpułę.

Magister dicit:
Chcę cię pytać, Śmirci miła,
By mię tego nauczyła:
Panie, co czystość chowają,
Jako się u Boga mają?

Mors respondit:
Azaś nie czytał świętych żywota,
Co mieli ciężkie kłopoty:
Jako panny mordowano,
Sieczono i biczowano,
Nago zwłoczono, ciało żżono
I pirsi rzezano —
Potem do ciemnice wiedziono,
Niektore głodem morzono,
Potem w powrozie wodzono,
Okrutnemi dręcząc mękami,
Targano je osękami.
Ja się temu dziwowała,
Gdym w nich tę śmiałość widziała:
Dziwno jest nie dbać okrutności,
Cirzpiąc tak ciężkie boleści...

Magister dicit:
[Miła Śmirci, racz powiedzieć,
co od ciebie chciałbych wiedzieć:
wiem, iż wszemu koniec będzie,
kiedy Bog na sądzie siędzie;
gdzie ty, Śmirci, w ten czas będziesz?
czy i ty na sądzie siędziesz,
iże nas tak bardzo nędzisz?

Mors dicit:
Ten, kto ma rozum stateczny,
wie, iż Bog jest żywot wieczny:
a przeto gdzie Kryst kroluje,
tamto już Śmirć nie panuje.
Gdy Bog będzie grzeszne sędzić,
ja je mam do piekła pędzić,
a kiedy już w piekle siędą,
wielkie męki cirzpieć będą.
Gdy je tako będą męczyć,
oni do mnie będą jęczeć:
prosim, by nas umorzyła
i z mąk takich wybawiła.
A ja mam się w ten czas chronić;
nie mam ich ot męki bronić.
Przeto, mistrzu, uważ sobie,
strzeż się, bo pokażę tobie!
Służ Bogu we dnie i w nocy,
ujdziesz mąk przy tem pomocy.
Możesz mię dobrze rozumieć
i, co ci mowię, uczynić.
Kiedy ci się znowu zjawię,
koniecznie żywota zbawię.
Wtem mistrz krzyknął wielkim głosem,
bo tuż Śmirć ujrzał tym czasem.

Magister dicit:
Już nam wszytkim ludziom gorze,
Śmirć nas wlecze jako morze.
Straciłem wsze swoje lata,
bom telko używał świata.