Autor
A wszystkie
śmieci
nasze są
Piter The Litter

Po Szkocji byli już maksymalnie rozkręceni. Można powiedzieć, że wpadli w wir pracy w DC. Nareszcie ulokowali się w niezwykle przyjemnej okolicy Bayswater, w pokoju numer 19 w hostelu przy Prince's Square 61. Lokalizacja była świetna. Pierwsza strefa, blisko do pracy w Hyde Parku i do wielu miejsc wartych zwiedzenia. Wiadomo, centrum. Teraz dopiero dobrze im się żyło. Zamieszkali z Zibim, to ustalili już w Szkocji. Do pokoju brakowało im jeszcze jednej osoby. Ważne więc było znalezienie kogoś sensownego. W ostateczności nawet bezsensownego byleby nie mieszkać z jakimś murzynem albo co gorsza wyznawcą Allaha. Na szczęście Ojciec Dyrektor wypatrzył bardzo sympatycznego człowieka który nazywał siebie "Grzybkiem". Chłopak spokojny lecz bardzo przyzwoity. Wymagał jeszcze tylko drobnego zepsucia i stał się wręcz idealny. Nie, nie stała mu się żadna krzywda. Tak naprawdę dał się zepsuć tylko na tyle, na ile sam chciał. Na przykład, pomimo usilnych starań współlokatorów, zwycięsko wyszedł z bitwy ze swoją wolną wolą i pozostał przy wegetarianizmie.

Prawdę mówiąc, z pracą było różnie. Była od czasu do czasu. Parę dni pracy, parę dni przerwy. Trochę martwiło to naszą parę. Z drugiej jednak strony cieszyło. Nareszcie mieli trochę czasu na zwiedzanie. Planowali to od początku i nareszcie mogli ów plan zrealizować. Niestety wyciągnięcie Zibiego z hostelu nigdy nie było łatwe. Po pierwsze spał do późna. Po drugie strasznie się motał i niemiłosiernie opóźniał każdą czynność. Jeśli już się udało wyjść, mniej więcej co godzinę zatrzymywał się pod znienawidzonym przez Ojca Dyrektora, ale po cichu czczonym przez Matkę Generalną, Mak Donaldem.

Praca w Hyde Parku była nudna. Nie było akurat żadnego koncertu, samo sprzątanie, a raczej doczyszczanie czystego. Coś jak hasło:"Czy biel może być jeszcze bielsza?". Największą atrakcją i dobrodziejstwem było zbieranie styropianowych kulek. Wiadomo, że nie tak łatwo pozbierać kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy sztuk tego kurestwa. To zawsze był dobry pretekst do "usiąścia", otworzenia piwka i odpoczęcia.

Z tym pokojem nr 19 to też nie było tak prosto jak po drucie. Nasi ulubieńcy w autokarze ze Szkocji dość grubo poimprezowali. Do hostelu dotarli więc w stanie sporego zamotania. Mało tego, nawet udało się zamówić taksówkę. Wszystko było świetnie. Pokój niczego sobie. Piętrowe łóżko i łoże małżeńskie. Niestety był jeden mały dynks. Na portierni dowiedzieli się, że w pokoju jest jeszcze jakiś Czech, który właśnie się wyprowadza. Pomyśleli, ok w końcu Słowianin. więc jakieś piwko się razem wypije. Gdy weszli do pokoju, Czecha nie było. Na łóżku leżały tylko jego porozrzucane rzeczy. Czekali pół godziny, godzinę dwie. Radzili co zrobić z tymi rzeczami, bo już nie chciało im się dłużej czekać. W końcu wymyślili, że rzeczy spakują w worek i wystawią przed drzwi razem z browarem i kilkoma fajkami. Zibi wpadł na pomysł że można jeszcze mu stówę dorzucić. Jednak poinformowany, że jeśli tak chce to w porządku, tyle że na jego własny rachunek, jakoś szybko się z tego wycofał. Rzeczy zostały i chwilowo nikt się nimi nie interesował. bo znów na dobre rozkręciła się impreza.

W końcu jednak ktoś nie wytrzymał i zaczął dokładnie przyglądać się pozostawionym gratom. Dziwne, że nikt wcześniej nie zwrócił uwagi, że na łóżku leżała jakaś zapisana kartka. Pierwsze skojarzenie nasuwa się samo. No o czym pomyśleliście ? Tak bardzo dobrze, list pożegnalny samobójcy. Tym razem życie okazało się bardziej banalne, a może mniej patetyczne niż wyobrażenia. Tak naprawdę to był list pisany przez jednego faceta do drugiego faceta. Jego treść była dość banalna, to było coś w rodzaju:"Jest 5:30 miałeś już dawno temu być, czekam na Ciebie już strasznie długo. Pewnie znowu się gdzieś szlajasz. Idę żegnaj." Na koniec jeszcze jakaś erotyczna uwaga i to wszystko. Banał jak nic.

Banał nie banał, w pokoju 19 zapanował duch dochodzenia. Każdy był Sherlockiem Holmesem. Wersje wydarzeń mnożyły się jak nienormalne. Dochodzenie trwało dobrych kilka dni i zajmowało sporo umysłowych mocy przerobowych, mieszkańców pokoju 19. Zgromadzone zostało całe pudło poszlak, nawet podarte kawałki papieru zostały poskładane do kupy jeśli tylko posiadały jakąś treść. Tak naprawdę to poza imprezami i sprawą którą się zajmowali nie było nic innego. Imprezy w pokoju 19 były naprawdę ostre. Żaden organizm nie jest niezniszczalny, przyszedł więc taki moment, że trzeba było zrobić jakąś małą przerwę od ostrego imprezowania i przerzucić się na nieco spokojniejsze klimaty. Dziwnym zbiegiem okoliczności tak się stało, że entuzjazm wiązania poszlak opadł wraz ze złagodzeniem trybu imprezowania.

Detektywistyczne ustalenia przedstawiały się całkiem rozsądnie.

W toku postępowania ustalono że:

  • -Było dwóch facetów.
  • -Młodszy był Czechem i mieszkał w hostelu. Starszy był Australijczykiem i przychodził do tego młodszego.
  • -W nocy poprzedzającej dzień, w którym się wprowadziliśmy, w pokoju 19 starszy czekał na młodszego, który się gdzieś szlajał. Nie doczekał się, zostawił kartkę i wyszedł. Gdy wrócił młodszy, zobaczył kartkę i tak jak stał zgarniając tylko kilka drobiazgów, wybiegł na poszukiwanie swojego bojfrenda.
  • -Była jeszcze masa szczegółów, które starł czas. W każdym razie ustalono nawet wysokość dochodów starszego z nich, oraz to że młodszy miał całkiem niezły gust i chyba był jednak troszkę bi.
  • Śledztwo śledztwem, imprezy imprezami, zwiedzanie zwiedzaniem. Powoli zbliżał się kolejny wyjazd. Naszym bohaterom nazwy Global Gathering i Godskitchen kojarzyły się raczej z Cateringiem i z jakąś podrzędną imprezą dla starych grzybów. Jakież było ich zdziwienie...

Odcinek 4
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/
galerie/wsns/wsns4/