Autor
A wszystkie
śmieci
nasze są
Piter The Litter

Po dłuuugiej drodze, dojechali na miejsce, do miasta Kinross w Szkocji. Rozbili obóz, zapoznali się z terenem i ... Do roboty !!! (coś o t in the park) Festiwal był naprawdę spory. Praca w trakcie festiwalu była raczej śmieszna. To było takie niby sprzątanie. Chodziło o to że firma która wynajmowała naszą firmę musiała widzieć że coś robimy. Ponieważ wysprzątanie w czasie rzeczywistym całego syfu który robią angole było niewykonalne, trzeba było chociaż stwarzać pozory. Teren był duży i łatwo się było gdzieś „zgubić” ,a najlepiej na jakimś fajnym koncercie.

Co jakiś czas trzeba było w ramach pozorów założyć śmieciarską kabatkę* i przejść się parę metrów z worem wrzucając przy okazji kilka śmieci. Najlepsza praca była przy bramkach. Pomiędzy kolejnymi otwarciami bramki, trzeba było sprzątać cały syf zostawiany przez festiwalowych gości. Szkoci oczywiście próbowali wnosić swój alkohol na teren festiwalu. Alkohol ten zabierany przez ochronę lądował w kubłach. Tak naprawdę praca na bramce polegała na segregacji alkoholu na otwarty i zamknięty i wyrzucaniu tego ostatniego. Po pierwszym dniu festiwalu z bramki na której pracowali nasi bohaterowie zniesiono (po odpaleniu doli ochroniarzom) około 600-700 !!! browarów i trochę innego badziewia. Jakby komuś było mało to powiem jeszcze że wyspiarze mają niesamowity dar gubienia narkotyków i różnych innych dupereli.

Słodkie trzy dni upłynęły szybko. W tym czasie Matka Generalna i Ojciec Dyrektor trochę się pobawili i zaliczyli bardzo fajny koncert braci Orbital (następny po ostatnim w historii koncercie tej grupy). Przyszła pora na prawdziwe sprzątanie. Widok Szkockiego pola poimprezowego zapiera dech w piersiach. Wszystkie kolory tęczy wymieszane jak rzyg po raucie w ambasadzie. Resztki podartych lub popalonych namiotów i masa innego syfu.

Mieszkańcy wysp są w ogóle świetni. Są chyba czcicielami kultu jednorazowości. Masowo wyrzucają jedzenie i napoje. Czasami hamburger ląduje w kuble już po jednym kęsie. Z drugiej strony trudno się dziwić, angielskie jedzenie naprawdę jest podłe. Po festiwalu wolą spalić zniszczyć lub zostawić namiot, niż zabrać go ze sobą. Jest jeszcze masa innych drobiazgów. Ogólnie mówiąc są strasznymi śmieciarzami i nauczenie ich porządku zajełoby ze trzy pokolenia.

Tak ogólnie Skoci to bardzo sympatyczni ludzie. Krewcy, skorzy do bijatyk, za to spontaniczni i w przeciwieństwie do anglików szczerzy. Jako górale mają też coś z naszych górali, nie wylewają za kołnież i ciężko ich zrozumieć. Prawdę mówiąc Polacy potrafią się porozumieć ze swoimi góralami, Angole nie. Skocka mowa jest naprawdę straszna (coś jak niemiecki od tyłu), może za niepełnego uzębienia 90% szkotów i szkotek. Wyjaśnienie tego fenomenu nie jest takie proste jakby się mogło wydawać. Jednak cała sprawa stanie się jasna w następnych odcinkach.

Sprzątanie takiego śmieciowiska odbywało się profesjonalnie w tak zwanej “linii”. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi to żeby ustawić się jednej linii (bokiem do wiatru lub z wiatrem) i zbierając śmieci iść do przodu. Technika prosta i skuteczna. Na takim polu można znaleźć masę fajnych rzeczy. Komórki, ziółka browary, jedzenie (w sam raz na drugie śniadanie), zużyte gumki, obsrane gacie i wiele innych atrakcji. Zgodnie z biologiczną klasyfikacją producenci -> konsumenci -> reducenci, byliśmy reducentami.

Oczywiście życie po pracy to niekończące się imprezy. Stały schemat wyglądał tak: najpierw delikatna najebka w pracy. Trochę większa najebka zaraz po obiado-kolacji zwanej również dinner. A póżniej to już rura do trzeciej lub piątej i rano z solidnym kacem do roboty na dziewiątą. I tak dzień za dniem.

Jedną z grubszych imprez były wspólne urodziny Matki Generalnej i Lela. W sumie to Lelo miał urodziny do północy, a Matka generalna po północy. Ech co to były za urodziny. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i po uroczym tygodniu wypełnionym po brzegi śmieciami, nadeszła pora powrotu. Śmieciarze zapakowali się do autokaru i ruszyli w drogę powrotną do Londynu.

Odcinek 3
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/
galerie/wsns/wsns3/

1.   5.3.2007   22:52:59 Frans
Podoba mi się urodzinowa fajka pokoju. Nawet bardzo.